Ateny- miasto kotów


Ernest Hemingway
Kotom bez trudu udaje się to, co nie jest dane człowiekowi: iść przez życie nie czyniąc hałasu.
Jeżeli znacie mnie choć trochę to wiecie jak bardzo uwielbiam koty. Choć sama nie mogę teraz żadnego mieć to bardzo mnie cieszy, że w moim rodzinnym domu mamy czarnego łobuza- Salema, który zresztą często pojawia się na moim instastory. Moim wewnętrznym zwierzęciem jest chyba właśnie kot- uwielbiam spać, nie lubię żadnych ograniczeń i ciągle chodzę własnymi drogami.


Nie trudno się więc dziwić, że trakcie mojego wyjazdu do Grecji reagował więc na każdego mijanego na ulicy kota. Nie mogłam się też oprzeć przed robieniem im zdjęć, w szczególności, że można je było spotkać w najmniej oczywistych miejscach i jest ich tak dużo iż ma się wrażenie, że te zwierzaki przejęły to miasto. Koteczek na pierwszym zdjęciu wylegiwał się przy świątyni Ateny na Akropolu nic nie robiąc sobie ze wszystkich turystów. I to właśnie jest cudowne w kotach- ich umiejętność ignorowania otoczenia i cieszenia się chwilą bywa niesamowita. Bez tych wszystkich kociaków miasto na pewno podobałoby mi się zdecydowanie mniej.









A jeśli nie widziałeś jeszcze wcześniejszego wpisu na temat Aten to serdecznie cię na niego zapraszam.

Copyright © Modest Vagabond