28 rzeczy za, które kocham Kraków


Nie mogę uwierzyć, że do tej pory na moim blogu nie pojawił się taki tekst. W Krakowie mieszkam już dosyć długo- przeprowadziłam się do tego miasta w październiku 2012 na studia i tak jakoś wyszło, że zostałam tutaj także po ich zakończeniu. Choć na początku nie potrafiłam się tutaj odnaleźć to teraz mieszka mi się tutaj naprawdę cudownie. Ciągle odkrywam to miasto na nowo i ciągle się nim zachwycam. Choć pewnie kiedyś się stąd wyprowadzę to na pewno Kraków na zawsze pozostanie w moim sercu.  


Kocham Kraków za:

  1. za bogatą historię i magiczny klimat,
  2. za krakowskiej kopce i niesamowity widok na miasto z każdego z nich (a przede wszystkim z kopca Krakusa i kopca Kościuszki),
  3. za masę cudownych studenckich wspomnień,
  4. za House of Beer i ich piwo wiśniowe,
  5. za Kompleks Tytano- a przede wszystkim Weźże Krafta,
  6. za Lasek Wolski- idealny na długie spacery,
  7. za Zakrzówek,
  8. za Cafe Bar Magia i kota Hipolita,
  9. za Dziórawy Kocioł i ich piwo kremowe,
  10. za grille na miasteczku studenckim AGH,
  11. za to ze to miasto nigdy nie śpi,
  12. za najlepszą na świecie gorącą czekoladę w Nowej Prowincji
  13. za magiczny krakowski Kazimierz,
  14. za bulwary wiślane i chillout nad rzeką,
  15. za Wawel,
  16. za wesołe nocne autobusy,
  17. za Błonia,
  18. za Alchemię,
  19. za piwo za 4 złocisze w Banialuce,
  20. za ulicę Dietla, w szczególności jesienią,
  21. za to, że żyje się tutaj spokojniej niż w Warszawie,
  22. za Rynek Podgórski,
  23. za krakowskie szopki i targi bożonarodzeniowe,
  24. za krakowski rynek,
  25. za imprezową Szewską,
  26. za hejnał,
  27. za zapiekanki z okrąglaka
  28. za spotkania pod Adasiem

A za co wy kochacie Kraków?


 

Dwadzieścia pięć lat


17 lutego skończyłam 25 lat. Ćwierć wieku.
Ten dziwny moment gdy nie jesteś jeszcze  przed trzydziestką ale nie pasujesz już do grupy dwudziestolatków,
którzy przed chwilą skończyli szkołę średnią i wiedza o życiu jeszcze mniej niż ty.
Sama jestem już po studiach, zaczęłam pierwsza poważną pracę w korpo i mierzę się z dorosłością na poważnie.
Jest już trochę inaczej niż na studiach.
Poważniej.
Odpowiedzialnie.
Jednak z drugiej strony często mam wrażenie że jestem tak samo naiwna co kilka lat temu.
Tak jak gdybym nigdy niczego się nie nauczyła.
Ciągle potrafi mnie denerwować świadomość że nigdy nie będę mieć czasu na wszystko co chciałabym zrobić.
Nawet ten tekst powstał dużo później niż planowałam na początku.


Jednak wiem już więcej. O życiu i o sobie samej.

W swoim życiu spróbowałam już na tyle wielu rzeczy, że wiem, co mi się podoba a co nie. 
Jednak ciągle nie przestaje próbować, bo widzę ile świat jest mi w stanie zaoferować.

Stawiam pewne granice, zarówno sobie jak i innym.

 Znam wszystkie swoje wady i zalety. Myślę, że przede wszystkim wady  jednak nie potrafię z nimi walczyć.

Wiem, że zmienianie zdania może być ok.


Nie przeszkadza mi, że na razie nie pracuję w zawodzie. Jak na razie bardzo mi się tutaj podoba. 


Podróże w zatłoczonym pociągu starym składem, w którym jest równie zimno, co na zewnątrz? Mieszkanie w akademiku lub z drugą osobą w pokoju? Podróż do Grecji przez 30h, bo tak jest taniej niż samolotem? Spanie w hostelu w wieloosobowym pokoju z 8 obcymi osobami? Teraz już coraz rzadziej potrafię sobie to wyobrazić. Moja strefa komfortu pod względem podróży jak i mieszkania z innymi osobami bardzo się zmniejszyła wiec dziko fantazjuje o momencie, gdy będę mogła kiedyś zamieszkać sama. A praca na nocne i popołudniowe zmiany po miesiącu stała się mocno denerwująca. Dlatego tak bardzo cieszy mnie fakt, że pracuję w "standardowych" godzinach.

Nie zmienia to faktu, że mam teraz zdecydowanie mniej czasu na wszystko. Czyż nie tak wygląda dorosłość?




 

Copyright © Modest Vagabond