Nie wszystkie Panie Halinki są złe

Polska wieś

O zgrozo w ostatnim czasie musiałam pojawić się w kilku urzędach i bankach. Pomagałam obcokrajowcom przy meldowaniu w akademikach, przy otwarciu konta w banku i wykonywaniu opłat za akademiki a także przy innych, mniejszych sprawach. Zanim zaczęłam pomagać moim erasmusowym dzieciom trochę obawiałam się problemów na każdym możliwym kroku bo wiecie jak to jest w Polsce- gdy tylko człowiek chce coś załatwić w jakimkolwiek urzędzie napotyka na problem a gdy tylko ten jeden udaje się rozwiązać pojawia się następny. No i nie zapominajmy o tych wszystkich uroczych Paniach Halinkach z urzędów. <3 Jednak podczas ostatnich kilku dni miałam kilka sytuacji podczas których przekonałam się, że nie wszędzie jest tak źle jak by mogło się nam wszystkim wydawać a moja mama nie jest jedyną spoko urzędniczką.

I Akademiki

Gdy tylko pojawiłam się w pierwszym akademiku byłam po prostu nieźle zdziwiona bo całe kwaterowanie odbyło się wręcz w rodzinnej atmosferze. Żadnych problemów z meldowaniem, możliwość wyboru pokoju, a to wszystko przeplecione żartami i dobrymi radami na przyszłość. Podczas drugiego kwaterowania nawet brak zdjęcia, które wymagane jest do karty mieszańca nie stanowił problemu.  Pani kierownik spokojnie nas zameldowała a zdjęcie mogłyśmy donieść na następny dzień.

II Bank

Chcemy zapłacić w siedzibie banku pierwszą opłatę za akademik. Nie ma problemu. Pani poklikała kilka razy i nawet prowizji nie trzeba było płacić a dodatkowo doradziła najlepsze konto dla obcokrajowców. A to wszystko z uśmiechem na twarzy chociaż wszystko zajmuje 2 razy więcej czasu niż normalnie bo wszystko muszę jeszcze przetłumaczyć na angielski.

III Banka vol. 2

Zakładanie konta. Dziwne nazwiska, nietypowe znaki, długi adres nie mieszczący się w wyznaczonym polu. Wszystko trwa pewnie z dobrą godzinę ale w końcu wszystko się udaje. No prawie, bo musimy jeszcze przejść przez telefoniczną weryfikację która coś nam nie idzie. A po powrocie do banku pani znów dzwoni do centrali i wypytuje w naszej sprawie. I znów jest miło. I bez jakiś pretensji, że trzeba pomóc, że ktoś czegoś nie ogarnął.


I tak mi jakoś miło, że jednak nie wszystkie Panie Halinki w urzędach są złe (choć wiecie, ja wiem, że urzędnik też człowiek bo w kocu jestem córką urzędniczki no ale mimo wszystko ) a Polacy bywają pomocni. Jak ja lubię takie pozytywne zaskoczenia. 

23 życzenia na 23 urodziny

dziewczyna z plecakiem na moście

17 lutego to bardzo fajny dzień i to nie tylko dlatego, że obchodzimy dzisiaj Międzynarodowy Dzień Kota ale także dlatego, że bardzo dużo fajnych ludzi obchodzi dzisiaj urodziny- np. Andrzej Ziemiński i Ed Sheeran.

Tak się złożyło, że również moja skromna osoba mam dzisiaj urodziny. Moje życie wygląda teraz inaczej niż to sobie wyobrażałam jednak od dawana czułam, że jeżeli zdecyduję się na studia to trafię do Krakowa. No i w tym przypadku się nie pomyliłam jednak jeszcze kilka lat temu sądziłam, że będę studiować archeologię. Nie podbiłam jednak świata, nie założyłam rodzin (uff) jednak w końcu czuję, że jestem szczęśliwa a to wszystko zaczyna iść w dobrą stronę.

Skoro dziś są moje urodziny to i ja mogę sobie czegoś pożyczyć. Puściłam wodze fantazji i tak oto powstała lista 23 marzeń i planów. Nie są to jednak plany do zrealizowania w ciągu roku czy dwóch jednak stanowią lista która może stanowić wstęp do mojej listy before I die.

1. Skończyć studia
2. Wyjechać za granicę i zamieszkać w jakimś miejscu przez co na najmniej miesiąc
3. Nauczyć się mówić biegle po angielsku
4. Nauczyć się przynajmniej stopniu komunikatywnym drugiego języka obcego (może by tak powrót do hiszpańskiego?)
5. Zwiedzić Nowy Jork
6. Zobaczyć Wielki Mur Chiński
7. Stworzyć listę książek, które chciałabym przeczytać i konsekwentnie ją realizować
8. Nauczyć się nie tracić czasu na bezwartościowe rzeczy
9. Zjechać Europę wzdłuż i wszerz
10. Odbyć podróż samolotem
11. Spróbować swoich sił w wolontariacie
12. Zrobić sobie tatuaż
13. Zamieszkać we własnym domu z ogrodem
14. Nauczyć się robić zdjęcia na przyzwoitym poziomie
15. Zmienić swój sposób odzywiania
16. Spędzić tydzień na jednej z tych rajskich wysp jak z obrazka
17. Postawić swoją stopę na każdym z kontynentów (choć myślę, że Antarktydę sobie odpuszczę)
18. Skoczyć ze spadochronem
19. Przeczytać Harrego Pottera w oryginale
20. I wybrać się do The Making Of Harry Potter 
21. Odbyć samotną podróż
22. Pojechać na Mazury
23. Odnaleźć swoje miejsce na ziemi

 A więc I wy możecie mi tego życzyć!


P.S. Jeśli lubicie kotełki to wpadajcie na mojego Insagrama (@modest_vagabond)- tam często pojawia się mój Timon. 

Brownie z bananami

Domowa czekolada

Lubicie czekoladę? Ja należę do jej wielkich fanów a deser bez czekolady to nie deser. Mam więc dla Was przepis na najbardziej czekoladowe ciasto na świecie- Brownie. Tym razem w wersji zdecydowanie niedietetycznej jednak naprawdę warte jest grzechu w szczególności w ostatnie dni karnawału. Może zdecydujecie się upiec je jeszcze przed Środą Popielcową.

Składniki:

  • Tabliczka gorzkiej czekolady
  • 70 g mąki
  • 40 g gorzkiego kakao
  • 2 duże banany
  • 2 jajka
  • 2 łyżki masła
  • 3 łyżki miodu
  • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia 

Brownie z bananami

Przygotowanie:

  • Czekoladę z masłem roztapiamy w kąpieli wodnej.
  • Banany, jajka i miód miksujemy.
  • Gdy czekolada trochę przestygnie łączymy ją z bananową masą.  
  • Suche składniki łączymy ze sobą a następnie dodajemy do nich bananowo-czekoladową masę.
  • Ciasto przelewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia
  • Pieczemy 20 min w 185 ºC.



Zaufaj mi- jestem inżynierem

Ciągle nie mogę uwierzyć w to, że mogę to oficjalnie napisać! Choć jeszcze w styczniu powątpiewam, ze uda mi się skończyć studia w terminie to jednak we wtorek obroniłam swoją pracę i oficjalnie jestem Panią Inżynier! Niesamowite uczucie. Jeszcze lepsze niż radość po zdanym prawku i niezłych wynikach z matur, (choć w mój wynik z matury z języka polskiego dalej powątpiewam). 

Ostatnie 3,5 roku było naprawdę intensywne. Życie studenckie, w szczególności w nowym mieście to naprawdę wielka zmiana. Chociaż bardzo długo nie mogłam polubić się z Krakowem to teraz czuję się tutaj naprawdę jak u siebie i wiem, że nie chciałabym na razie wyprowadzać się stąd na stałe.  Ciągle wydaje mi się, że dopiero wczoraj siedziałam zdenerwowana na szkoleniu BHP i odpierałam legitymację na uroczystym rozpoczęciu roku akademickiego. Przecież jeszcze całkiem niedawno denerwowałam się z powodu odrzucanych projektów z rysunku technicznego. Teraz mogę się tylko z tego śmiać. Przeżyłam 7 sesji i kilka załamań nerwowych, milion razy rzucałam studia i planowałam przyszłość związaną z hodowlaną owiec w Bieszczadach.  Choć wiele razy czułam, że to, co robię nie ma sensu (szerzej pisałam o tym w tekście-, dlaczego moje studia nie mają sensu?) To wiem, że gdybym jeszcze raz musiała wybrać studia i uczelnie to ponownie trafiłabym w to samo miejsce bez względu na to jak bardzo jest to masochistyczne.

W trakcie studiów bardzo się zmieniłam. Chyba nigdy nie byłam aż tak bardzo sobą jak teraz i nigdy nie czułam się ze sobą tak dobrze bez względu na to, czy ktoś będzie mnie lubił czy nie. Wiele razy doświadczyłam tego, że pewnych rzeczy po prostu nie da się przeskoczyć, choć tak często wydają się być one wręcz absurdalne. I to jest ok.
Copyright © Modest Vagabond