2016- podsumowanie

Podsumowanie roku 2016

Choć zazwyczaj nie mogę się nadziwić jak szybko mija czas to ten rok był naprawdę długi. Myślę, że to kwestia tego ile wydarzyło się w tym czasie. Działo się naprawdę sporo- na początku lutego obroniłam tytuł inżyniera i zakończyłam pierwszy etap studiów (pisałam o tym w tekście: zaufajmi, jestem inżynierem). Choć prawie do samego końca nie byłam przekonana, co do dziennych studiów magisterskich ostatecznie zdecydowałam się na rekrutację. Czy po 2 semestrach żałuję? Chyba nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć. Same studia i zajęcia, jakie miałam w trakcie SUM nie rozwinęły mnie na tyle ile bym chciała i chyba już dawno przestałam wierzyć, że studia nauczą mnie tego, czego powinny. Z drugiej strony gdyby nie studia dzienne nie miałabym okazji działać w ESN i nie poznałabym tylu nowych osób. O tym, dlaczego organizacje studenckie są świetne pisałam ostatnio w tym tekście. Nie mogłabym też aplikować na studia w ramach Erasmusa a mam wrażenie, że to właśnie semestr w ramach wymiany studenckiej będzie dla mnie najbardziej wartościowy ze wszystkich semestrów na SUM. Nie tylko niesamowicie podszkolę się językowo (praca magisterska po angielsku jednak zobowiązuje), ale praca badawcza, którą będę się zajmować zapowiada się naprawdę ciekawie.

Organizacje studenckie- dlaczego warto w nich działać?


Jeszcze za nim zaczęłam swoją przygodę ze studiowaniem wiedziałam, że w ich trakcie nie chcę tylko studiować ale działać też w innych obszarach. Liczyłam, że uda mi się łączyć studia z jakąś dodatkową pracą jednak ostatecznie podejmowałam się tylko wakacyjnych prace. Niestety w ciągu roku akademickiego nigdy nie byłam na tyle dyspozycyjna w sensownych godzinach by moc pracować.

Długo byłam sfrustrowana tym, że nie znalazłam sobie jakiegoś dodatkowego zajęcia jednak w końcu odkryłam jedną z organizacji studenckich, która pomaga studentom przyjeżdżającym na wymiany zagraniczne na moją uczelnię i stwierdziłam, że to jest to, czym chciałabym się zająć. W organizacji działam od kwietnia 2016 roku, więc stosunkowo niedługo. Końcem zeszłego semestru dołączyłam do grona koordynatorów działających w mojej sekcji. Staram się działać jak najlepiej potrafię, bo naprawdę warto a każde zrealizowane zadanie daje Ci ogromną satysfakcję i energię do dalszego działania. Ale dlaczego tak właściwie warto działać w organizacjach studenckich?

Czas wrócić

kawa w oranżerii

2,5 miesiące nieobecności, lista nienapisanych tekstów i nieporuszonych tematów. Żałuję, że wielu z nich nie udało mi się zrealizować jednak mam nadzieję, że uda mi się to choć trochę nadrobić w najbliższym czasie. Nie to, że nie chciałam w tym czasie pojawić się i na blogu. Działo się tyle, że naprawdę miałabym o czym pisać i bardzo chciałabym się tym podzielić jednak ciągle brakowało mi czasu. Choć ten semestr na uczelni nie należy do najtrudniejszych w moim życiu to zaangażowanie w działalność ESN by zrobić wszystko jak najlepiej pochłania naprawdę dużo czasu. Nic jednak  nie daje takiej satysfakcji jak aktywne działanie gdy widzisz efekty swojej pracy i zostajesz za nią docenionym.  Nigdy nie byłam równocześnie  tak zmęczona i tak zadowolona. Ostatnio gdy jeszcze bardziej staram się dbać o swoją dietę i pilnować czasu zjadania posiłków bywa jeszcze ciężej ale staram się myśleć pozytywnie.
Gdy nie było mnie na blogu dwa razy wyjeżdżałam wraz z ESN. Już w październiku zyskałam niesamowitą szansę na szkoleniowy wyjazd zagraniczny na Węgry. Poznałam wiele świetnych osób i miałam okazję w okazję doszkolić się w kwestii działania ESN International jak i ESN na poziomie krajowym i lokalnym.  Nie dość, że wiele się nauczyłam, poznałam świetnych ludzi to zwiedziłam jeszcze piękne miasto jakim jest Pecs. Nauczyłam się też wiele o sobie- nie sądziłam, że przy ciągłym „niedospaniu” będę w stanie tak aktywnie działać a wieczorami jeszcze mieć siłę na integrację.
Kolejnym wyjazdem był wyjazd szkoleniowo-integracyjny mojej sekcji kiedy sama mogłam podzielić się swoją wiedzą z innymi oraz nauczyć się nowych rzeczy w od innych członków.

Co najważniejsze- mój wyjazd na Erasmusa jest coraz bardziej realny. Dokumenty zaakceptowane, bilet lotniczy kupiony, akademik przyznany a promotor pracy dyplomowej znaleziony. Jeszcze tylko muszę napisać wszystkie zaliczenia i oddać projekty w przyspieszonym tempie i gotowe! Tak więc od połowy stycznia możecie się spodziewać dużej dawki Szwecji na blogu. W końcu będzie się pojawiać więcej sprzętu ponieważ w końcu mogę się cieszyć nowym cudownym telefonem Lenovo K5. W połączeniu z nowym laptopem mam w końcu doskonałe stanowisko do pracy i blogowania.

Już teraz zapraszam was na mojego Instagrama, który w końcu odżył po dłuższej przerwie. Raz na jakiś czas pojawiają się tam też posty na trybie „snapa”, więc warto wpadać.

Domowy chleb na drożdżach

domowy chleb

Od dłuższego czas miałam ochotę upiec coś pysznego a, że za moją mamą chodził ostatnio chleb to wybór był oczywisty. I tym oto sposobem w  niedzielę po raz pierwszy upiekłam chleb.

Po zrobieniu wstępnego researchu okazało się, że chleby są dosyć wymagające i czasochłonne- w większości przepisów należy odczekać kilkanaście godzin zanim zaczniemy piec nasze bochenki. A że nie należę do osób cierpliwych to niekoniecznie miałam na to ochotę. Z pomocą przyszedł nieprzetestowany jeszcze przepis, który moja mama otrzymała od koleżanki z pracy. Tylko 10 min wyrastania ciasta i godzina pieczenia. Cudownie! A poza tym otrzymujemy chlebek z dużą ilością pełnoziarnistej mąki i innych zdrowych dodatków.

Miałam wielką nadzieję, że wyjdzie mi coś smacznego jednak nie spodziewałam się takiego sukcesu. Chleb znikał tak szybko, że następnego dnia piekłam kolejne trzy chleby.

Las we mgle

las we mgle

Nawet nie wiecie jak długo czekałam na ten weekend. W końcu zamknęłam wrześniową sesję i mogę cieszyć się chwilami wolności (prawie 100% skuteczności w trakcie sesji! Pozostał mi tylko jeden, najgorszy egzamin, który będę zdawać w październiku). 

Jak na złość dziś pogoda bardzo się zmieniła i prawie przez cały dzień towarzyszyła nam mgła. A jak tak marzyłam o wybrania się do lasu na grzyby lub choćby na krótki spacer. Na szczęście pomimo niekorzystnej pogody udało mi się wybrać z bratem i tatą na małą wycieczkę i przedpołudnie spędziliśmy w lesie. 

Las spowity we mgle jest niesamowicie klimatyczny. Chyba nie trzeba wiele mówić na ten temat. Po prostu popatrzcie na te zdjęcia!

Studia- darmowe plannery (i nie tylko) do druku


Nowy rok akademicki za pasem i niedługo trzeba będzie wrócić co codziennych nawyków związanych z uczelnią. Z tego względu mam dla was masę dobroci a mianowicie chcę się z wami podzielić fajnymi propozycjami, które mogą wam pomóc w organizacji roku akademickiego i pracy. Mam nadzieję, że plannery przydadzą się wam w najbliższym czasie. 

Plannery, przydatne karty

Plannery dzienne, miesięczne i nie tylko.

Darmowe passion plannery w różnych wersjach oraz inne projekty przydatne przy zmianie nawyków. 

Wypasiony studencki planner

Planowanie budżetu

Studia to też okres kiedy zaczynamy ogarniać czym tak naprawdę jest budżet i zarządzanie nim. Mi dalej słabo to idzie jednak ciągle obiecuję sobie poprawę. Szukam więc idealnego rozwiązania. Choć sama składam się raczej ku exelowi to znalazłam też kilka fajnych wersji do druku dla większych tradycjonalistek.

Planner budżetu

Planner od niebałaganki

Planner od grafikamarki


Planowanie posiłków i zakupów


Zdrowa lista zakupów od Marty z codzienniefit

Lista zakupów od halomisiu



Która z dzisiejszych propozycji najbardziej przypadła Wam do gustu? A może macie swoje ulubione plannery?

Podsumowanie sierpnia

Gdzie najlepiej mieszkać w trakcie studiów?
Zdjęcie: unsplash.com

No i stało się- sierpień 2016 już za nami. Jutro znów pojawię się na uczelni by napisać egzamin poprawkowy (trzymajcie mocno kciuki przez najbliższe dwa tygodnie!). Choć im jestem starsza tym szybciej mija mi czas to nawet ja muszę przyznać, że sierpień minął mi w zawrotnym tempie. Muszę przyznać, że nie był to zbyt udany miesiąc. Choć dopisywała nam pogoda a ja miałam trochę wolnego czasu między praktykami a nauką do egzaminów to moja organizacja czasu ostatnio strasznie nawala więc mam wrażenie sporo czasu uciekło mi przez palce. Jestem z tego powodu strasznie zła i mam nadzieję, że wiele spraw uda mi się nadrobić jeszcze we wrześniu gdy napiszę egzaminy i załatwię sporo formalnych spraw.  Udało mi się wyjechać na chwilę do Krynicy, poczuć się do egzaminów, zarobić trochę na zbieraniu malin i w sumie to tyle jestem więc sami widzicie, że "szału nie było". 

Jednak przejdziemy do podsumowania. 

Na blogu

pojawiło się aż 7 tekstów:

Media społecznościowe 

W ostatnim czasie skupiłam się głównie na Instagramie, który odnotował spory wzrost obserwatorów i serduszek z czego niezmiernie się cieszę. W ostatnim czasie próbowałam bardziej zrozumieć zasady rządzące Instem bo wcześniej działałam tam dosyć chaotycznie a teraz staram się nadać temu co się tam pojawia pewien kierunek. Wychodzi mi to coraz lepiej jednak wkradają mi się tam jeszcze zdjęcia mojego kota. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie.

W tym tygodniu pojawiłam się też na twitterze, z którym próbuję się teraz trochę oswoić. Czy jest na sali ktoś kto umie w twittera bardziej niż ja? Wszystkie rady mile widziane.
Zapraszam też do śledzenia mojego konta: @modestvagabond

Dlaczego nie jesteś szczęśliwa?


Dlaczego nie jesteś szczęśliwa

Uwielbiamy narzekać a każdy powód jest dobry by być nieszczęśliwym. Począwszy od złego rządu, przez niskie zarobki, głupiego szefa skończywszy na pogodzie, która wiecznie jest nie taka jak powinna. Ludzie są więc nieszczęśliwi i w sumie w tym nieszczęściu jest im całkiem znośnie.

Dawkujemy sobie ból istnienia małymi dawkami byle by tylko cierpieć ciągle, zadręczamy się wszystkimi drobnostkami, bo inaczej już nie potrafimy. Nieszczęście znajduje się w naszej strefie komfortu. Żeby być szczęśliwym trzeba z tej strefy się wychylić a to też wcale nie jest łatwe. Tak, więc taplamy się w tym błotku własnego oczekując przy tym, że nasz los cudownie się odmieni jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Jeśli nie cierpimy akurat w samotności to dzielimy się naszym nieszczęściem z innymi. Tak wielkim nieszczęściem trzeba się przecież podzielić z innymi. Niech wiedzą jak nam źle! Niech nas żałują.

Bo Bożenie spod trójki to się udało- dzieci takie ładne ma, mąż taki porządny, a ta Baśka, co chodziłam z nią do podstawówki to firmę własną ma i pół świata zjechała. Nakradła to ma. A ja dalej bez grosza przy duszy. I tak się nakręcamy-, że inni to lepiej mają, innym to łatwo przychodzi a ja taka biedna, choć tak się przecież staram.  

W końcu nie cieszy nas już nic. Istnieje tylko ból, niezadowolenie, frustracja, gniew. I to nie jest wina Tuska, globalnego ocieplenia albo tej Bożeny tylko nasza, bo to my pozwoliliśmy ty cierpienie i frustracja nami zawładnęły.

Ja wiem, że szczęście nie jest czymś stałym, miewamy w życiu lepsze i gorsze momenty także z niezależnych od nas względów, ale nie zwalajmy winy za wszystkie nasze nieszczęścia na innych, bo mimo wszystko to my za siebie odpowiadamy.

Może warto na spokojnie się z samym sobą rozliczyć. Przyznać się przed sobą do błędów i spróbować nie popełniać ich w przyszłości.


Ja wiem, że to cholernie trudne, bo nie lubimy się mylić jednak trzeba spróbować się wygrzebać z tego wygodnego bagienka. Ja przynajmniej próbuję. 

Zdjęcie: unsplash.com

18 motywujących cytatów o podróżach

mężczyzna w samochodzie

Kocham podróże, zarówno te małe jak i te duże. Ciągle mi ich mało. Jednym z moich największych marzeń są właśnie wielkie, trochę szalone wyprawy. Mam nadzieję, że kiedyś i na nie nadejdzie czas. Teraz niestety odkładam je na magiczny okres „po studiach” jednak mam nadzieję, że wkrótce uda mi się odkładać, choć trochę by móc pozwolić sobie na dłuższe wyjazdy. Tym razem mam dla Was, (ale także po części dla mnie) zestawienie


 18 motywujących cytatów na temat podróży. 


Krynica-Zdrój- fotorelacja

Krynica Zdrój Góry

Jak już wspominałam w ostatnim tekście  z przepisem na batoniki musli i na fanpagu na Facebooku (mam nadzieję, że wszyscy już dali mi lajka! Jeśli nie to marsz na Facebooka! Tutaj mnie znajdziecie) dwa dni spędziłam w Krynicy-Zdroju. Choć wyjazd był bardzo krótki to udało mi się choć trochę naładować akumulatory, zgubić się w górach, porządnie się zmęczyć i wypić pyszną czekoladę ale od początku.

W Krynicy bywałam już nie raz jednak w tym roku zależało nam tym, żeby podróż nie trwała wieki (w końcu mieliśmy tylko dwa dni) a najlepiej żeby można było tam dojechać pociągiem. Na początku myślałam o Szczyrku jednak ze względu na przesiadki podróż trwałaby ponad 9 godzin choć samochodem do pokonania jest tylko 170 km. Tak więc ze znajomymi zdecydowaliśmy się na miejscowości na trasie pociągu Tarnów-Krynica. Gdzie znajdziemy nocleg- tam jedziemy! Dzięki airbnb znaleźliśmy świetny nocleg w niezłej cenie. Jeśli jeszcze nie macie tam konta rejestrując się przez ten link dostaniecie zniżkę na podróż powyżej 300 zł.

Batoniki musli z bananem

batony musli z bananem

Jutro w końcu wyjeżdżam na wakacje! Co prawda to tylko dwa dni w Krynicy Zdroju jednak już nie mogę się doczekać by w końcu wyrwać się z domu i choć na chwilkę oderwę się od codziennych obowiązków.  Nie jestem wielką fanką kanapek w trakcie podróży więc chętnie sięgam po “zamienniki” kanapek czyli coś konkretnego, co łatwo jest zjeść w trakcie podróży a co nie będzie bardzo niezdrowe.  Z tego powodu postanowiłam zrobić sobie batony musli na drogę. Ich sklepowe odpowiedniki są zazwyczaj pełne cukru i syropu glukozo-frukozowego, nie mamy też wpływu na to co w takich batonikach się znajdzie. A w takich domowych możemy znaleźć dużo fajnych rzeczy a przy tym są one bardzo proste i szybkie do zrobienia.  Moja wersja to luźna interpretacja kilku przepisów. Wyszło z tego całkiem coś fajnego. :) Na drogę fajnie sprawdzą się też ciasteczka owsiane, np. z tego przepisu z mojego bloga.


Składniki


  • 2,5 szklanki płatków owsianych
  • 0,5 szklanki rodzynek lub żurawiny
  • 2 łyżki siemienia lnianego
  • 2 łyżki sezamu
  • 2 łyżki nasion chia
  • 2 łyżki nasion słonecznika
  • 2 duże jajka
  • 1 solidna łyżka miodu
  • 1 banan
  • 1 łyżka masła orzechowego


Przygotowanie


Płatki, bakalie i nasiona łączymy ze sobą w dużej misce. Na początku możesz dodać trochę mniej płatków owsianych, a resztę dosypać w ramach potrzeb po dodaniu mokrych składników.

Banana, jajka, miód i masło orzechowe blendujemy na gładką masę.

Do suchych składników dodajemy zmiksowaną masę, mieszamy.

Keksówkę wykładamy papierem do pieczenia i przekładamy do niej masę na batoniki. Masę rozprowadzamy i mocno docisamy masę.

Pieczemy w 180 st. C przez 25 min. Batoniki powinny się zarumienić.

Polewa
  • 1 łyżka masła
  • 1 łyżeczka kakao
  • 1 łyżeczka cukru
  • Ewentualnie odrobina mleka


Masło roztapiamy, dodajemy cukier i kakao. Jeżeli polewa jest bardzo gęsta można dolać odrobinę mleka.
Po upieczeniu ciasteczek robimy na nich maziaje z polewy a po wystudzeniu kroimy ciasto w batoniki.


Smacznego!

Sierpień- myśli zebrane

sierpień

Coś mu mówiło, że coś się kończy. Nie świat. Tylko lato.
Będą jeszcze inne lata, ale nie będzie już takiego jak to.
Już nigdy. A więc trzeba wykorzystać je w pełni.

Terry Pratchett – Dobry omen

Cały dzisiejszy dzień padał deszcz, również teraz, gdy piszę ten tekst towarzyszy mi kojący szum deszczu. Kocham i bardzo doceniam takie dni pełne deszczu, bo czuję wtedy, że mogę trochę zwolnić, wyciszyć się. Uwielbiam zaszyć się w takie dni w pokoju z kubkiem herbaty i spokojnie pracować a jeżeli nie czekają mnie danego dnia żadne obowiązki po prostu obejrzeć ciekawy film lub opatulić się kocem i poczytać książkę.

Taką samą miłością jak te deszczowe dni kocham też sierpień. Choć lipiec jest chyba najbardziej wakacyjnym i optymistycznym miesiącem w całym roku, wiecie  #summerparty #havingfun #letsbecrazy to jednak właśnie sierpień  jest moim ulubionym miesiącem. Po lipcowym lenistwie a czasami nawet szaleństwie znów mam energię do działania, znów chce mi się żyć, chce mi się działać, chce mi się chcieć. Znów mam ochotę podejmować kolejne wyzwania, czuję siłę by sprostać wyzwaniom nowego roku akademickiego.

Nad sierpniem wisi widmo końca lata, przecież “koniec lipca za chwilę już znów zima”. Odnoszę wrażenie, że im jestem starsza tym moje wakacje są krótsze i niekoniecznie oznaczają pełną swobodę (a to sesja kończy się w połowie lipca, a to praktyki czy wakacyjna praca) to jednak i tak ciągle funkcjonuję w szkolnym trybie gdzie pierwszy września oznacza powrót na uczelnię w związku z kampanią wrześniową (na szczęście drugą połowę września mam wolną!). Dzięki temu ciągle czuję się młoda jednak to chyba moje ostatnie takie wakacje. W przyszłym roku będę przecież bronić magistra a jeszcze nie tak dawno cały sierpień ekscytowałam się szkolnymi zakupami- nowe książki i zeszyty były zawsze zapowiedzią czegoś nowego, świeżego.

Sierpień, a w szczególności jego druga połowa łączy w sobie wszystko  to, co najlepsze- ciepłe, (choć już nie tak nieznośnie gorące) słońce i ten wakacyjny luz z widmem nadchodzącej jesieni. Poza tym sierpień pachnie wręcz cudownie. Zaczynam się robić wtedy troszkę sentymentalna jednak w ten bardzo pozytywny sposób, więc w sierpniu robi mi się cieplutko na sercu. Kocham cię sierpniu!

Zdjęcie pochodzi z magdeleine.co

35 faktów o mnie

35 faktów o mnie

Jeszcze trochę a Modest-vagabond będzie miał rok więc pomyślałam, że może fajnie będzie się lepiej poznać! Przedstawiam Wam 30 faktów o mnie. Ciekawa jestem, które punkty będą nas najbardziej łączyć.

1. Urodziłam się w Międzynarodowy Dzień Kota i mam kota na punkcie kotów.
2. Przez większość swojego życia mieszkałam na małej wsi 10 km od Tarnowa.
3. Teraz studiuję  w Krakowie jednak na wakacje wracam do domu.
4. Jestem introwertykiem i sporą część czasu spędzam w swojej głowie wymyślając kompletnie pojechane historie.
5. Uwielbiam czekoladę i orzechy laskowe.
6. Kocham kuchnię włoską.
7. Nie lubię jednak owoców morza.
8. Od niedawna działam w ESN.
9. Bloguję od początku gimnazjum. Ah te sweet blogi na Onecie. <3
10. Przez jakiś rok sądziłam, że istnieje serwis Istagram a nie Instagram. Zorientowałam się dopiero, gdy postanowiłam założyć tam konto. Ogólnie mam tendencje do przekręcania różnych nazw własnych.
11. Ulubioną piosenką mojego dzieciństwa jest utwór Batumi Filipinek. Do dziś wywołuje u mnie pozytywne emocje, ponieważ kojarzy mi się z wakacyjnymi wyjazdami z rodzicami.
12. Uwielbiam śpiewać, choć kompletnie mi to nie wychodzi. Na szczęście nic sobie z tego nie robię i przy każdej możliwej okazji śpiewam na cały głos. Najlepiej Jolkę Budki Suflera lub Autobiografię Perfectu.
13. Kiedyś śmiałam się, że w przyszłości będę jeździć szambo wozem a teraz studiuję inżynierię środowiska i jestem na specjalności związanej z oczyszczaniem ścieków. Tak, że wiecie- nigdy nie śmiejecie się z takich rzeczy, bo jeszcze się sprawdzą.
14. Pozostając w temacie studiów-, gdy po maturze wybierałam kierunki, które chciałabym studiować wybór padł m.in. na leśnictwo jednak ostatecznie zdecydowałam się na inżynierię środowiska. W sumie to nie  wiem czy dobrze zrobiłam.
15. Kocham chodzić po lesie i zbierać grzyby, choć sam taki spacer mi wystarcza.
16. Jeszcze nigdy nie wyjechałam poza Europę a poza Polską zwiedziłam tylko 7 europejskich krajów.
17.Moim ulubionym miastem w Europie jest Wiedeń.
18. Marzę o zwiedzeniu całych Stanów Zjednoczonych.
19. Chciałabym móc wyjechać w kilkumiesięczną podróż.
20. Chciałabym kiedyś pomieszkać kilka miesięcy za granicą. I udało mi się! Studiowałam 5 miesięcy w Szwecji
21. Nigdy nie leciałam samolotem.  Pierwszy raz samolotem leciałam na studia w połowie stycznia 2017 roku. 
22. Nie potrafię się malować, do dziś korzystam tylko z fluidu, tuszu do rzęs i czerwonych szminek.
23. Uwielbiam za to malować paznokcie.
24. Rozjaśniam włosy odkąd poszłam do liceum jednak będąc na studiach zrobiłam sobie ponad dwuletnią przerwę w trakcie, której wróciłam do naturalnego koloru. W pełni naturalnych włosach, bez żadnych odrostów wytrzymałam tylko kilka miesięcy i znów rozjaśniłam włosy.
25. Na głowie miałam już różne odcienie blondu, ale także trochę bardziej szalone włosy. W niebieskim było mi pięknie.
26. W dzieciństwie uwielbiałam czytać książki a moimi ulubionymi książkami była seria o Harrym Potterze i Panu Samochodziku.
27. Pomimo mojego zamiłowania do książek nie przeczytałam większości lektur szkolnych.
28. Za to przez kilka lat z rzędu wygrywałam konkursy czytelnicze w publicznej bibliotece.
29. Będąc dzieckiem marzyłam o zastaniu archeologiem.
30. Nie lubię cyrków i przerażają mnie klauni.
31. Nie lubię tańczyć, kompletne nie mam wyczucia rytmu.
32. Nie potrafię jeździć na rolkach, łyżwach, deskorolce, nartach i desce. Kompletnie nie wiem jak mam utrzymać na nich równowagę. Tak, że tego straszna ciamajda ze mnie.
33. Nie lubię pływać w naturalnych zbiornikach wodnych. Gdy pomyślę, co znajduje się w takiej wodzie to przechodzą mnie ciarki.
34. Moim ulubionym serialem był kiedyś Z Archiwum X. Teraz nie potrafię się zdecydować na jednego faworyta.
35. Przez 3 lata uczyłam się hiszpańskiego. Dziś umiem powiedzieć jedno zdane w tym języku. 

Plany na sierpień

moje plany na sierpień

Mamy wtorek, drugi sierpnia a więc połowa tegorocznych wakacji za nami. Sama zaczęłam je troszkę później niż reszta jednak nie zmienia to faktu, iż odliczanie do powrotu na studia czas zacząć. Pewnie część z was chwyci się teraz za głowę jednak mnie czekają egzaminy poprawkowe we wrześniu, więc powrót na uczelnię zapewniony mam już 1 września. Znów będę mogła się poczuć jak w szkole. Cudownie. Tylko szkoda, że  nie zaczynam wtedy z czystym kontem.

W lipcu pozwoliłam sobie na trochę luzu, jeżeli chodzi o kwestię studiów jednak nie odczułam bym miała jakoś szczególnie wiele czasu dla siebie w tym miesiącu. Pomimo tego, że praktyki nie okazały się zbyt wymagające to jednak czuję, że przez pięć dni w tygodniu tracę całe przedpołudnie na mało rozwijających czynnościach. Poza kilkoma ciekawymi wycieczkami i codziennymi pomiarami podstawowych parametrów stanu wody w rzece jedynym produktywnym zajęciem jest czytanie książek. Chwała Ci Panie, że we wrześniu będę pisać egzamin związany dosyć mocno z tematyką czytanych książek, więc pocieszam się tym, ze przynajmniej do czegoś mi się przydadzą.

Mam wrażenie, że lipiec przeleciał mi przez palce a ja nie zrobiłam zbyt wiele wartych uwagi rzeczy. Prawie codziennie po odbytych praktykach i pomocy w domu byłam tak wypompowana, że zasypiałam przy książce o 21 a na inne, bardziej angażujące intelektualnie rzeczy nie miałam już siły. Trochę smutne to niestety.

Mam nadzieję, że sierpień będzie inny pod tym względem. Z jednej strony zostały mi ostatnie dni praktyk jednak z drugiej czeka mnie nauka do sesji i kończenie nieoddanych projektów. W najbliższym czasie muszę się też w końcu zająć dalszą częścią Erasmusowych załatwień jednak chciałabym też tak w pełni świadomie odpocząć, bo chyba ciągle tego nie potrafię. Poza tym jest też kilka innych rzeczy, którymi chciałabym się w sierpniu zająć.

 Nadrobienie kulturalnych zaległości

Nie pamiętam, kiedy ostatnio oglądałam jakiś film (o serialach już nie wspominając!) a na mojej półce ciągle czeka wiele książek do przeczytania. Chciałabym też w końcu wybrać się na jakieś ciekawe wydarzenie organizowane w moim mieście. W ostatnim czasie miałam okazję wybrać się na koncert muzyki country i zauważyłam, że takie kulturalne wyjścia raz na jakiś czas to świetna okazja na sensowne spędzenie czasu.

Weekendowy wyjazd

W te wakacje niestety nie mogę liczyć na żadne dłuższe wyjazdy jednak mam ogromną ochotę wyjechać gdzieś na weekend, odwiedzić jakieś nowe miejsce. Najchętniej wybrałabym się gdzieś w góry, z którymi bardzo długo się nie lubiłam jednak w ostatnim czasie bardzo ciągnie mnie na górskie szlaki.

Praca nad nawykami żywieniowymi

Końcem lipca zapisałam się na siłownię, więc zaczynam regularnie ćwiczyć jednak wiem, że podstawą zdrowego stylu życia jest właściwe odżywanie a na tym polu czeka mnie jeszcze dużo pracy. Na szczęście tutaj z pomocą przychodzi Monika z bloga drlifestyle.pl, która dzieli się wieloma świetnymi rzeczami z osobami, które zapisały się do jej newsletteru. Dzięki Monika!

Ciężka praca nad językiem


Choć jeszcze nie do końca to do mnie dociera to, jeśli wszystko pójdzie dobrze to za 5 miesięcy wyjadę na studia do Sztokholm. To ogromne wyzwanie, w szczególności językowe. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak wiele jeszcze poprawić zarówno w tym potocznym języku angielskim jak i w języku technicznym związanym z moim kierunkiem studiów w szczególności,  że czeka mnie napisanie pracy magisterskiej po angielsku. Stąd pomysł by jeszcze w sierpniu skupić się na stworzeniu pewnej bazy wyjściowej, jeżeli chodzi o słownictwo techniczne. 

Życzcie mi powodzenia!

Muffiny z malinami na dwa sposoby

muffiny z malinami, czekoladą i serkiem mascarpone

Wszyscy kochamy muffiny więc mam dla Was aż dwa przepisy! Tym razem w roli głównej maliny i czekolada! Muffiny powstały z okazji sobotniego ogniska, wszyscy przeżyli a niektórzy nawet pochwalili tak, że bierzcie i pieczcie!


Kokosowe muffinki z malinami i białą czekoladą


Składniki /18 sztuk/

Składniki suche:

2 szklanki mąki⅓ szklanki cukru2 łyżeczki proszku do pieczenia1 szklanka wiórków kokosowych

Składniki mokre:

1,5 szklanki gorącej wody⅓ szklanki oleju2 jajka1,5 szklanki malin1 tabliczka białej czekolady

Przygotowanie

Wiórki kokosowe zalewamy gorącą wodą, odstawiamy na 30 minut. Po tym czasie całość miksujemy, tak by uzyskać mleko kokosowe.
Składniki suche łączymy ze sobą, dodajemy do nich posiekaną czekoladę.
Do wiórków z mlekiem kokosowym dodajemy pozostałe mokre składniki i całość miksujemy.
Do suchych składników dodajemy składniki mokre, mieszamy łyżką.
Do ciasta dodajemy maliny i delikatnie mieszamy.
Ciasto przekładamy do kokilek i pieczemy około 20 minut w 180 st. C

Muffiniki czekoladowe z malinami

Składniki /24 sztuki/

Składniki suche:

3 szklanki mąki½ szklanki cukru⅓ szklanki dobrego kakao 3 łyżeczki proszku do pieczenia

Składniki mokre:

1 szklanka mleka300 ml jogurtu (można użyć jednego rodzaju nabiału)2 duże jajka⅓ szklanki oleju lub masła2,5 szklanki malin1 tabliczka mlecznej czekolady

Przygotowanie

W kąpieli wodnej lub w rondelku roztapiamy czekoladę z olejem/masłem.
Suche składniki łączymy ze sobą.
Do rozpuszczonej czekolady dodajemy pozostałe mokre składniki, całość miksujemy.
Do suchych składników dodajemy składniki mokre, mieszamy łyżką.
Do ciasta dodajemy maliny i delikatnie mieszamy.
Ciasto przekładamy do kokilek i pieczemy około 20 minut w 180 st. C

Smacznego! Dajcie znać jak wam udały się wypieki.

Let’s start summer!


Znów nie mogłam doczekać się tego momentu kiedy i ja odetchnę z ulgą i zacznę upragnione  wakacje. W tym roku zaczęłam je wyjątkowo późno bo dopiero 8 lipca a wcześniej przeżyłam jedną z gorszych sesji na studiach. Pewnie większość z was nie zdaje sobie sprawy jaką katorgą była teraz nauka na egzaminy gdy znajomi od dawana mieli już wolne. W drugim tygodniu sesji byłam już tak zmęczona, że nauka przychodziła mi z trudem co skończyło się kilkoma niezdanymi egzaminami więc znów czeka mnie kampania wrześniowa. Teraz jednak chcę złapać oddech i w końcu odpocząć od obowiązków związanych z uczelnią. Co prawda od poniedziałku chodzę na praktyki więc nie tak łatwo będzie mi zapomnieć o obowiązkach jednak dzięki temu, że całe popołudnia mam tylko dla siebie mogę je wykorzystać jak tylko zechcę. Na razie sporo sobie odpuszczałam jednak mam nadzieję, że po kilku dniach nic nie robienia w końcu będzie chciało mi się żyć!

W najbliższych dniach chcę znów rozkręcić się i zacząć robić wiele fajnych rzeczy. Na pewno planuję powrót na bloga ale także kilka innych ciekawych aktywności jednak o tym wkrótce a tymczasem mam dla was kilka wakacyjnych zdjęć na dobry początek.


Nad rzeką

Brzeg rzeki

pole kukurydzy


Słonecznik

Oczywiście jeszcze więcej zdjęć znajdziecie na moim koncie na Instagramie!

Jak wygląda życie z kotem?

Śpiący kot

Choć kocham zarówno psy jak i koty to jednak zawsze skłaniałam się bardziej ku kotom. Bardzo długo byłam jednak kociarą bez kota, bo choć u babci często kręciły się jakieś koty to były one wręcz na wpół dzikie i nigdy nie chciały spędzać z nami zbyt wiele czasu. Poza tym moja rodzina nie mogła sobie wyobrazić trzymania zwierzaka w domu. W końcu postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i zaczęłam się rozglądać za kotami do adopcji. W pewnym momencie trafiłam na małego kotka w mojej okolicy i tak rok temu w moim domu pojawiła się przerażona, biało-czarna kulka futerka, która kompletnie zawładnęła moim sercem. Na początku byłam przerażona tym, co młody kombinuje, więc gdy tylko byłam w domu skakałam wokół niego żeby przypadkiem czegoś nie zmajstrował. Poza tym do rodziny należał już pies, który na nowego domownika mógł zareagować różnie, w szczególności gdyby ten zawędrował do jego kojca. Na szczęście Timon jest już całkiem spory i zazwyczaj robi to, co chce jednak ciągle jest bardzo uroczym kotem.

A więc jak wygląda życie z kotem?


Przede wszystkim musisz zapamiętać jedną ważną zasadę- to kot rządzi w waszym związku. Ty możesz mu ewentualnie służyć człowiek.

Koty są indywidualistami i nie wymagają poświęcenia im całej uwagi. Mój też niechętnie się przytula- wystarczy mu jakieś 5 sekund głaskania i ma dość. Chętnie spędza też całe dnie na podwórku.

Jednak bardzo chętnie śpi z tobą w łóżku. Najchętniej wyciągnięty tak, że zajmuje więcej miejsca niż ty.

Gdy śpisz z kotem nie potrzebujesz już budzika. Pobudkę o 5:00 masz zapewnioną. Jeśli liczysz na czułości ze strony kota to spodziewaj się ich właśnie wtedy.

Timon chętnie włóczy się gdzieś po nocach i niekoniecznie chce wrócić wieczorem do domu. Jednak, gdy tylko zdarzy mu się nie wrócić przed świtem zawsze przynosi mi prezent w postaci martwej myszy…, choć w sumie to może on mi grozi. Ja pewnie będę następna.

Nie wiem czy to kwestia wdania się w matkę opiekunkę, ale Timon nie dość, że potrafi spać zawsze i wszędzie to jeszcze ciągle jest głodny. Niezależnie od tego, w którym miejscu domu się znajduje, ale gdy tylko usłyszy dźwięk otwieranej lodówki zaraz jest w kuchni.





I mimo całej tej kociej złośliwości i braku czułości ze strony Pimpka (bo i tak czasami zwiemy tego małego łobuza) to kocham go miłością najszczerszą. To chyba dlatego, że sama mam w sobie coś z takiego nieznośnego kota. 

Ciekawa jestem czy sami macie koty i jak się z nimi żyje. 

Fotorelacja z Wiednia (dużo zdjęć!)

Ulica w WiedniuW końcu jestem z powrotem! Wracam znów z masą zdjęć. Tym razem mam dla Was fotorelację z wyjazdu majówkowego do Wiednia, który jest dla mnie naprawdę magicznym miastem. Gdy 10 lat temu po raz pierwszy odwiedziłam stolicę Austrii wiedziałam, że jeszcze nie raz wrócę w te wszystkie miejsca w których się zakochałam. Nie myliłam się- do tej pory do Wiednia wróciłam już 4 razy. Za każdym razem z ogromną przyjemnością.

Choć już za pierwszym razem zwiedziłam Wiedeń dość intensywnie to tym razem również odwiedziłam popularne miejsca w Wiedniu, choć w tym razem bardziej w roli przewodnika.

Ulica w Wiedniu

Wiedeń


Hundertwasserhaus

czyli kamienice zaprojektowane przez  Friedensreicha Hundertwassera znajdujące się na rogu Kegelgasse i Löwengasse. 
dom hundertwasseradom hundertwassera

Wzgórze Kahlenberg 

czyli jedno z najbardziej polskich miejsc w całym Wiedniu. To z niego Jan III Sobieski dowodził wojskami podczas Odsieczy Wiedeńskiej. Ze wzgórza rozciąga się piękny widok na miasto. Niestety tym razem pogoda nam nie dopisała i panorama miasta nie była zbyt widoczna.
kahlenberg

kahlenberg

kahlenberg

Prater

park położony nad Dunajem na terenie, którego znajduje się również park rozrywki. 
Prater

Prater


Pałac Schönbrunn

Ogrody Schönbrunn

czyli letnia rezydencja Habsburków jest jednym z najbardziej znanych zabytków Wiednia. W 1996 roku pałac został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.  Schönbrunn to nie tylko pałac ale także piękne ogrody w stylu francuskim których zwiedanie jest darmowe. Na terenie posiadłosci znaduje się także zoo, labirynty, Palmiarnia i Muzeum Powozów. 

Fontanna Neptuna

Ogrody Schönbrunn

Glorietta

Glorietta, Ogrody Schönbrunn

Ogrody Schönbrunn

Ogrody Schönbrunn

Palmiarnia

Ogrody Schönbrunn

Ogrody Schönbrunn

Pozłacany pomnik Johanna Straussa

Ten pomnik znajdujący się w parku miejskich o dla mnie jeden z najbardziej rozpoznawalnych pomników w Wiedniu i jedno z tych miejsc w których każdy chce mieć swoje zdjęcie.

Złoty pomnik Johanna Straussa

Kościół św. Karola Boromeusza 

Znajdujący się przy Karlsplatz kościół to dla mnie najpiękniejszy kościół w całym Wiedniu. Jak widzicie na zdjęciu plac przed kościołem i pobliski park to miejsce spotkań młodych Austriaków, którzy spędzają tam czas ze znajomymi popijając piwo lub wino. 
Kościół św. Karola Boromeusza

Kościół św. Karola Boromeusza

Muzem Historii Sztuki 

jest jednym z największych muzeów sztuki na świecie. 
Muzeum Historii Sztuki w Wiedniu

 Ratusz

Ratusz w Wiedniu

Belweder 

Belweder w Wiedniu to tak naprawdę dwa budynki. W Górnym Belwederze widoczny na zdjęciu poniżej odbywały się przyjęcia i uroczystości a Dolny Belweder pełnił funkcję letniej rezydencji.  Aktualnie w Belwederze znajduje się muzeum, znajduje się tutaj największa kolekcja dzieł Klimta. 

Belweder w Wiedniu


Copyright © Modest Vagabond