Przestań się przejmować

Lasek zimą

W polityce afera goni aferę, pogoda wiecznie jest nie taka jak powinna, za szybko robi się ciemno, w kinie nie grają nic ciekawego, w radiu puszczają tylko chłam a w telewizji znów leciał Kevin. Poza tym wiecznie jesteś bez kasy a twoim znajomym wszystko udaje się bez większego wysiłku! Tyle świetnych powodów do frustracji! Jak tu być szczęśliwym, gdy praca nie ta, szef to tyran a wykładowca niepotrzebnie znów się czepia?

Wiem, że te wszystkie rzeczy bywają naprawdę irytujące jednak czy naprawdę warto tak się nimi przejmować? Na pewno warto odpuścić sobie przejmowanie się tymi wszystkimi rzeczami na które nie masz wpływu- przecież nie jesteś w stanie nic z tym zrobić a tylko zepsujesz sobie dzień. No i jaki w tym sens? Czy nie lepiej złapać do tego dystans i ignorować wszystkie niepotrzebne informacje? Po co myśleć o tym, że ktoś zarabia więcej skoro w tym czasie można pracować na własny sukces.

Jeżeli denerwuje Cię coś, co jest istotne w twoim życiu to, dlaczego chcesz ciągle się z tym użerać? Zawsze wychodzę z założenia, że coś ci nie odpowiada i kompletnie nie widzisz w tym sensu to trzeba to zmienić. Oczywiście są sytuacje, gdy gra jest warta świeczki a trudności są tylko tymczasowe jednak, jeżeli czujesz, że marnujesz się w swojej pracy to może warto poszukać innej pracy lub w końcu zdecydować się na założenie własnej firmy. Tak bez marudzenia, że się nie da, że to nie jest takie proste, (bo pewnie wcale nie będzie prosto, ale może w końcu poczujesz się lepiej a cały ten wysiłek będzie miał sens).


No to co? Może więcej działania zamiast denerwowania się na wszystko wokół? 

5 moich ulubionych śniadań

moje ulubione śniadania

Ile razy słyszeliście, że śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia? Ja pewnie, jakiś milion razy. Od dziecka powtarzają nam to rodzice i dziadkowie, trąbią o tym reklamy zachęcając nas do kupienia cudownych ciasteczek lub płatków śniadaniowych. Sama, choć zawsze starałam się zjeść coś przed wyjściem z domu to większą wagę do śniadań zaczęłam przywiązywać dopiero niedawno. Wcześniej faktycznie na śniadanie zjadałam cokolwiek- owoc, mały jogurt byleby tylko nie wyjść z domu na głodniaka. Tylko w weekendy lub dni wolne przygotowywałam sobie solidniejsze śniadania. Każdy z nas doskonale rozumie, że podczas porannego zabiegania bardzo trudno poświęcić sporo czasu na przygotowanie skomplikowanych dań. 

Gdy przeszłam na dietę i zaczęłam jeść owsianki odkryłam, że można zjeść coś treściwego, co nie będzie wiązało się z dłuższym przygotowywaniem i stertą naczyń do zmywania. Dopiero gdy zaczęłam regularnie  jeść porządne śniadania zauważyłam, że zjedzenie takiego śniadania ułatwia mi trzymać się diety- nie dość, że nie czułam się zmęczona w ciągu dnia to przestałam coraz rzadziej miewam napady głodu i rzadziej odczuwam chęć zjedzenia czegoś nadprogramowego.

Gdy wiem, że rano będę się śpieszyć wieczorem przygotowuję 

nocną owsiankę z dodatkami.

choć w większości przepisów taką owsiankę zalewa się po prostu zimnym mlekiem ja zalewam ją zawsze przegotowaną, gorącą wodą. Od razu dodaję do niej część dodatków-  wiórki kokosowe, rodzynki, przyprawy a rano dorzucam do niej świeże owoce, ewentualnie polewam całość odrobiną syropu klonowego.

Ostatnim moim ulubionym zestawem jest:
  • 7 łyżek płatków owsianych
  • łyżka kokosu
  • garść rodzynek 
  • pomarańcza
  • łyżeczka syropu klonowego
  • 2 łyżeczki mielonego siemienia lnianego.

Gdy mam odrobinę więcej czasu przygotowuję sobie

płatki jaglane na ciepło z mlekiem z dodatkiem owoców. 

Całość gotuje się około 3 minut a otrzymujemy solidny ciepły posiłek na start. W tym przypadku również bawię się dodatkami- dorzucam bakalie i świeże owoce. 

Kolejnym moim ulubionym śniadaniem jest:

 czekoladowy budyń jaglany. 

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Daria Klesyk (@dklesyk)
Mówię wam, to jest dopiero coś!

Wymaga jednak większego zaangażowania i generuje więcej naczyń do mycia więc zarezerwujcie go na jakieś weekendowe śniadanko. 

Składniki:

  • 1/3 szklanki kaszy jaglanej
  • 1/2 szklanki wody
  • 1/2 szklanki mleka
  • 2 łyżeczki kakao
  • cukier lub miód do smaku 
  • sezonowe owoce- najlepiej trochę kwaskowate

Przygotowanie

Kaszę jaglaną przelewamy gorącą wodą by traciła swoją goryczkę a następnie gotujemy ją do miękkości w wodzie i mleku. Kasza nie wchłonie całego płynu, należy więc kontrolować jej miękkość. 
Ugotowaną kaszę wraz z pozostałym płynem przekładamy do blendera, dodajemy kakao i miód. Całość miksujemy na gładką masę. Całość przekładamy do miseczki, na wierzch dodajemy owoce.

Twarogowe placuszki owsiane

to kolejne trochę bardziej absorbująca pozycja jednak gdy tylko mam trochę więcej czas chętnie po nią sięgam. Jednak za każdym razem robię je trochę inaczej- raz dodaję tylko mąkę, raz dorzucam też płatki owsiane lub siemię lniane. Podstawę stanowi jednak zawsze duża ilość twarogu- często jest go nawet więcej niż mąki. Prosty przepis na takie placuszki najdziecie np. na stronie słodkie-rewolucje.

"Jajecznica podrabiana" czyli jajecznica z mlekiem

To takie śniadanie które kojarzy mi się z dzieciństwem. Zawsze robiła mi ją babcia i tata, smażona obowiązkowo na maśle z kromką chleba z masłem. Do 4 jajek dodajemy około 0,5 szklanki mleka. do całości dodajemy odrobinę vegety (tak wiem jakie to niezdrowe jednak tutaj dodaje ona bardzo fajnego smaku). Taką jajecznicę smażymy na maśle.

I to tyle jeżeli chodzi o moje ulubione śniadania. A co wy najchętniej jadacie rano?

P.S. Założyłam dziś Snapchata- jeżeli macie ochotę mnie dodać znajdziecie mnie pod nickiem sohug

Możliwość wyboru

dziewczyna w łodzi na jeziorze

Do posłuchania: Zeus- DOP.2

Czy kiedykolwiek myśleliście o tym ile możliwości daje nam życie? Na pewno! Sama tyle razy czułam, że mogę wszystko, że mogę zdobyć świat, jest przecież tyle opcji do wyboru. Jeżeli jedna rzecz się nie uda zawsze można spróbować czegoś nowego. Ta świadomość zawsze dodawała mnie energii i motywacji do działania.

W ostatnim czasie jest jednak inaczej. Od kilku miesięcy często zastanawiam się-, co dalej? I czy istnieje życie po inżynierze? No, bo coś musi być dalej. Tak sądzę. Ale co za tym idzie? I jak to wygląda. Teoretycznie odpowiedź jest prosta- dzienne studia magisterskie. Sama jednak nie jestem pewna czy to dla mnie najlepsza opcja. Jestem zmęczona ciągłym siedzeniem na uczelni. Potrzebuję pewnej odmiany nawet, jeżeli jest to po prostu praca.  

To może jednak studia zaoczne? Jeśli tak to, na które się zdecydować? Tańsze, krótsze i zaczynające się od razu po obronie inżyniera, ale jednak na innej uczelni, na której nie znasz nikogo, więc istnieje obawa, że trafisz gorzej niż dotychczas czy może jednak warto poczekać do października i zacząć studia zaoczne na mojej uczelni, gdzie znam praktycznie wszystkich prowadzących i wiem, czego się po nich spodziewać.

A może wybrać studia dzienne na innej uczelni gdzie będę miała możliwość pracować dorywczo.
A może jednak tylko praca? Jeśli tak to, jaka? W zawodzie, (choć z niepełnym wykształceniem będzie o to naprawdę trudno) czy może jednak jakaś inna, prostsza praca niewymagająca jakiś umiejętności na początek. Jeśli praca to gdzie? W Polsce, w Europie? Czy zostać w Krakowie a może lepiej wrócić do domu?


Tyle pytań. Tyle możliwości. To wszystko trochę paraliżuje. Onieśmiela. Każde pytanie rodzi następne. Już nie czujesz się Panem Świata tylko małą dziewczynką, która niekoniecznie chce podejmować te decyzje właśnie teraz. Choć teraz sytuacja powoli się klaruje to muszę przyznać, że zaliczyłam w ostatnim czasie kilka trudnych dni. 

Przepis na jaglane trufle czekoladowe

Jaglane trufle czekoladowe

Gdybym miała prowadzić bloga kulinarnego pewnie nazywałby się: brzydkie-a-dobre, bo tak właśnie jest z moimi daniami. Zazwyczaj smakują naprawdę świetnie jednak strona wizualna często u mnie leży. Inną kwestią jest też to, że nie fotografowanie jedzenia też mi nie wychodzi.
Dzisiaj mam dla was przepis na genialny, mocno czekoladowy deser z kaszy jaglanej, bo czymże jest deser bez czekolady? Sama miałam ochotę na coś słodkiego i zdrowego, czym mogłabym poczęstować gości. Nieskromnie dodam, że zarówno domownicy jak i zaproszeni goście byli zachwyceni i wcale nie przeszkadzało im to, że jedzą w gruncie rzeczy zmiksowaną kaszę jaglaną.

Jaglane trufle czekoladowe

Składniki /20-30 pralin, w zależności od ich wielkości/

  • 3/4 szklanki suchej kaszy jaglanej
  • Po 3/4 szklanki wody i mleka
  • Tabliczka gorzkiej czekolady
  • 2 łyżki kakao
  • 2 łyżki miodu
Dodatkowo:
  • Gorzkie kakao, wiórki kokosowe, posiekane orzechy lub inne suche produkty nadające się do obtoczenia trufli,
  • Aromaty do ciast

Przygotowanie:

  • Kaszę jaglaną gotujemy do miękkości w wodzie i mleku (zazwyczaj do wchłonięcia płynów).
  • Do gorącej kaszy dodajemy połamaną czekoladę, kakao i miód, (jeżeli zależy wam na zachowaniu wartości miodu spokojnie możecie go dodać wystudzonej masy jednak będzie ona wtedy dużo gęstsza).
  • Całość miksujemy na gładką masę i zostawiamy do wystudzenia.
  • Z chłodnej masy formujemy kuli dowolnej wielkości i obtaczamy je np. wiórkach koksowych. Jeżeli masa jest ciągle zbyt rzadka lub klejąca można się dodatkowo schłodzić je w lodówce lub wspomóc się dwoma łyżeczkami.
  • Do części masy dodałam odrobinę aromatu pomarańczowego, dzięki czemu zyskały całkiem nowy smak, który bardzo kojarzy mi się z Bożym Narodzeniem.

 Przepis przeczytany? To bierzcie się do robienia pralin bo naprawdę są grzechu warte!

Słodycze na diecie +dietetyczny sernik z bananami

Stoisko z żelkami na wagę
 Po wielu doświadczeniach zrozumiałam, że nawet na diecie nie można pozbawiać się słodkich smaków. W naturze, jeżeli równowaga zostaje zachwiana wszystko zaczyna zmierzać w kierunku ustabilizowania tego stanu. Dokładnie tak samo wygląda to w przypadku odżywiania. Gdy chcemy schudnąć najczęściej rezygnujemy z jedzenia słodyczy i jest to jak najbardziej słuszne jednak na dłuższą metę bardzo trudno wytrwać w tym postanowieniu. W moim przypadku zawsze szybko kończyło się to powrotem do starych, złych nawyków. Niestety należę do osób, które posiadają słabą silną wolę. Zaskakujące jest jednak to, że odkąd jestem na diecie ułożonej przez dietetyka łatwiej jest mi panować nad moimi zachciankami. Może faktycznie moja dieta była wcześniej źle zbilansowana a chęć na słodycze wynikała z jakiś braków? Na pewno duże znaczenie ma także to, że, na co dzień w moim menu pojawiają się jednak słodkie rzeczy- najczęściej w postaci owoców- zarówno tych świeżych (nawet tych słodkich jak banany i winogrona jednak wtedy owoc stanowi pełnowartościowy posiłek) jak i suszonych. Gdy pojawia się u mnie duża ochota na coś słodkiego zdarza mi się dosładzać coś miodem lub odrobiną cukru, bo najważniejsze w dobrej diecie to zachowanie umiaru. Jednak od czasu do czasu pozwalam sobie na taki słodki deser.

Gdy moja siostra upiekła dzisiaj tartę cytrynową z bezą, która wyglądała genialnie zachowałam stalowe nerwy i nie skusiłam się na ani jeden kawałek. Świadomość, że niedługo upiekę sobie dietetyczny sernik z bananami dodała mi wtedy otuchy. Zainspirowana przepisem autorki bloga w-zielonej-kuchni na ten czekoladowy sernik postanowiłam upiec swoją wersję tego ciasta. Wyszło całkiem nieźle choć następnym razem użyję mniejszej blaszki ponieważ sernik wyszedł niski.

dietetyczny sernik z bananami i rodzynkami








Dietetyczny sernik z bananami

A więc czego potrzebujemy do przygotowania tego ciasta?

 900g chudego lub półtłustego twarogu
4 jajka
2-3 banany
4 łyżki skrobi ziemniaczanej
3 łyżki miodu

Jeżeli lubisz rodzynki warto je dodać- sernik zyska dodatkowy słodki akcent.

Przygotowanie

Jeżeli używasz standardowego twarogu należy go zmielić na gładką masę. Ja używam do tego celu blendera ręcznego, który spokojnie sobie z tym radzi. Masa jest jednak bardzo gęsta, więc ułatwiam sobie sprawę dolewając do twarogu odrobinę mleka.

Do zmielonego twarogu dodajemy pozostałe składniki, całość miksujemy tymi końcówkami do ubijania piany.

 Jeżeli do sernika dodajesz rodzynki namocz je w gorącej wodzie przed dodaniem ich do masy.

Masę serową przelewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Sernik pieczemy przez 60 min w 160 st. C.

Smacznego!

Dajcie znać jak wam wyszedł ten sernik. A może macie jakieś swoje ulubione dietetyczne przepisy.

Źródło zdjęcia barnimages.com

Zumba dla początkujących

trening na bieżni

W życiu każdego człowieka pojawiają się momenty, w których postanawia coś zmienić w swoim życiu.  U mnie jednym z takich momentów było przejście na dietę. Ta zmiana pociągnęła za sobą kolejną- postanowiłam powrócić do regularnych ćwiczeń. Z racji tego, że pogoda na zewnątrz coraz mniej sprzyja jakiejkolwiek aktywności, dodatkowo dosyć szybko robi się ciemno, więc podjęłam tą ważną decyzję i zakupiłam karnet na siłownię. Osobiście zdecydowałam się na kartę BeActive, dzięki czemu mam dostęp do 100 klubów w kraju (tak, tak korzystam ze wszystkich) w tym do 6 w Krakowie. No i się zaczęło. Na pierwszy rzut poszła Zumba, na której byłam kilka razy 2 lata temu.

Zumba to połączenie fitnessu i tańca. Podczas zajęć nikt nie pokazuje ci konkretnych kroków, które później łączysz w układ tylko poznajesz układ na bieżąco obserwując prowadzącego. Taki level hard od razu.

Musicie też wiedzieć, że jestem beznadziejna, jeżeli chodzi o jakąkolwiek formę tańca, kompletnie nie mam wyczucia rytmu, nie potrafię powtórzyć wielu z pokazywanych kroków a mimo to na Zumbie bawię się świetnie.

A więc jak radzić sobie na Zumbie gdy czujesz, że jesteś debilem kompletnie Ci nie idzie?


Po pokonaniu pierwszego wstydu i zażenowania tym, co wyczyniam na tych zajęciach (nie wiem czy chcielibyście to zobaczyć) przestałam się przejmować tym, że nie wszystkie elementy układów mi wychodzą i zaczęłam czerpać radość z dobrej zabawy, jaką mogą być te ćwiczenia. Przecież innym też nie wszystko wychodzi.  Serio! Wystarczy rozejrzeć się po sali. Ewentualnie nie zabrać ze sobą okularów dzięki czemu odbicie w lustrze jest rozmazane. Sprawa wydaje się być załatwiona. Polecam. Później pozostaje tylko dobrze się bawić i pocić się jak nigdy dotąd.


P.S. 
W ostatnim czasie cierpię na niedosyt inspirujących i porywających książek- ostatnio trafiam na same gnioty. Może jesteście wstanie polecić mi coś ciekawego? 
Źródło zdjęcia

5 moich ulubionych profili na Instagramie

Na Instagramie pojawiłam się dość późno, bo dopiero w maju zeszłego roku. Na początku nie rozumiałam fenomenu tego portalu społecznościowego jednak, gdy tylko założyłam na nim konto- przepadłam. Teraz praktycznie codziennie odwiedzam śledzone przeze mnie profile i zachwycam się kolejnymi pięknymi zdjęciami. Śledzę nie tylko znajomych, ale także (a może przede wszystkim) bardziej profesjonalne profile, które zachwycają jakością i pięknem zdjęć.

Dzisiaj chciałabym podzielić się z wami 5 profilami, które są chyba kwintesencją tego, co lubię (nie tylko na Instagramie) więc znajdziecie tutaj przede wszystkim piękne zdjęcia krajobrazów i miast, relacje z podróży, jedzenie i koty. 

andrestummer

andrestummer instagram

Po prostu niesamowite zdjęcia, w dużej mierze górskie krajobrazy. Nic tylko patrzeć i się zachwycać. 

iamnocco

 To kolejny profil na którym znajdziecie cudowne zdjęcia natury.

vutheara


vutheara instagram
Profil francuskiego fotografa dostarcza nam sporą dawkę klimatycznych zdjęć z Paryża i nie tylko. 


adamant_wanderer

 adamant_wanderer instagram
Zarówno na blogu jak i na profilu na Instagramie Uli znajdziecie relacje z podróży opatrzone rewelacyjnymi zdjęciami. 

Rosaline_blog


Rosaline_blog instagram
Pięknie wyglądające (i na pewno pyszne) jedzenie i kot. 
Dodatkowo Rosaline prowadzi świetnego bloga. No czego chcieć więcej?


Jestem też ciekawa, jakie profile wy lubicie śledzić.


YOLO czyli o tym czy warto korzystać z życia

dziewczyna siedząca na pniaku

Z czym kojarzy się wam ten słynny tekst YOLO- you only live one. A carpe diem, memento mori? To takie oklepane teksty, które każdy z nas słyszał już, jaki milion razy.

Osobiście YOLO bardzo długo kojarzyło mi się tylko i wyłącznie negatywnie- wiązało się z realizacją debilnych pomysłów bez względu na konsekwencje- bo przecież żałuje się tylko tego, czego się nie zrobiło. No chyba, że robisz coś głupiego i w końcu coś złego się wydarzy- to wtedy faktycznie żałujesz, że to zrobiłeś.

W ostatnim czasie stwierdziłam, że nawet taki oklepany tekst może w jakiś sposób pokazywać moje podejście do życia i wcale nie chodzi o to, że nagle postanowiłam robić te wszystkie debilne rzeczy.  Stwierdziłam po prostu, że nawet YOLO ma swoją drugą, jaśniejszą stroną. Kurczę, bo my wszyscy faktycznie żyjemy tylko raz i jak mawiają babcie nie znamy dnia ani godziny, kiedy wydarzy się coś złego, więc może warto korzystać życia póki jeszcze możemy, bo przecież „stra­ta cza­su jest, po­dob­nie do śmier­ci, nieodwracalna”. (Piotr I).  Skoro nadarza się ku czemuś okazja (nawet, gdy jest to coś trochę szalonego) to może warto zaryzykować? Przecież nie można cały czas być poważnym.
Copyright © Modest Vagabond