Co dadzą ci studia dzienne?

projekt, blat

Studia to nie tylko nauka suchych faktów z danej dziedziny życia. Chociaż zazwyczaj poświęcasz im większość swojego czasu to często dostajesz nie tylko papierek uzyskania tytułu. To także ciekawe życiowe doświadczenia.


1. Łatwiejsze wejście w dorosłość

Nie lubię stwierdzenia: „studia to sposób na wydłużenie sobie dzieciństwa” jedna jest w tym trochę prawdy. Można pozwolić sobie na niepójście na wykład lub spędzenie go na rozwiązywaniu krzyżówek jednak trzeba pamiętać o tym, że zbyt luzackie podejście do pracy będzie oznaczało niezaliczenie semestru. O wiele łatwiej pójść na studia niż zaraz po szkole średniej zacząć pracę jednak studia to także ciężka praca, nieregularny tryb życia, przyjeżdżanie na uczelnię tylko by pocałować klamkę. Brak własnych pieniędzy też jest uciążliwy. Większość moich znajomych dodatkowo pracuje jednak w dużej mierze ciągle utrzymują nas rodzice. Jeżeli nie mieszkasz już z rodziną musisz ogarnąć pranie, gotowanie obiadów i kupowanie papieru toaletowego. Nawet śmieci trzeba wynosić. No chyba, że mieszkasz z mamą, która chce cię zagłaskać na śmierć. Wtedy się nie ogarniesz.

 2. Niezapomniane chwile

Poznajesz naprawdę wiele nowych osób. Nie dość, że rotacje w grupach są dosyć duże to twoi znajomi ze szkoły średniej też mają masę nowych znajomych, z którymi mogą cię poznać.  A poza tym mama nie patrzy i w końcu częściej spędzasz wolny czas tak jak chcesz (przecież pranie nie musi być zrobione właśnie w tym momencie) a poza tym masz studenckie zniżki.

3. Klimat PRL-u

Należę do pokolenia lat, 90 więc o PRL-u mogłam tylko usłyszeć. Studia pozwalają mi jednak poczuć klimat tamtych lat. O ile nie mogę zarzucić niczego budynkowi mojego wydziału (był remontowany, gdy zaczynałam studia) to kolejki na konsultacje osiągają tutaj absurdalne długości. Zdarzało się, że na konsultacje, które zaczynały się o godzinie 10 ludzie zaczynali ustawiać się od godziny 7. Na piątym semestrze stałam w kolejce po odbiór projektu jakieś 8h. Tak, prowadzący cały czas przyjmował kolejne osoby zwracając im projekty, choć w gruncie rzeczy można było załatwić te konsultacje dużo szybciej. Okazało się, że większość osób popełniła identyczny błąd, więc w gruncie rzeczy można było zebrać te kilkadziesiąt osób, które czekały w kolejce w jakiejś sali i wytłumaczyć wszystkie popełnione przez nas błędy wszystkim na raz. Nawet gdyby miałoby to zająć godzinę to i tak trawiłoby to znacznie krócej.

 4. Nie ma czegoś takiego jak granica absurdu.

Ferdydurke Gombrowicza była jedną z najbardziej irytujących mnie szkolnych lektur, ponieważ nie znoszę absurdu. Zapewne teraz czytanie tej książki nie byłoby aż tak nieprzyjemne, ponieważ nauczyłam się, że życie jest o wiele bardziej absurdalne niż wydawałoby się, gdy byłam w liceum. Coraz mniej rzeczy mnie widzi, jestem coraz bardziej tolerancyjna. Przecież można wszystko. No, bo dlaczego nie?

Przykłady?
Prowadząca sprawdza w swoich notatkach, że koleżanka ma projekty do zwrotu jednak nie ma ich przy sobie, więc prosi o pojawianie się w innym terminie po ich odbiór. Później prowadząca nie pojawia się na uczelni w dniu, na który się z nami umawiała. Za kolejnym podejściem okazuje się, ze projekty jednak są zrobione dobrze.

Chociaż na pendrive masz tylko jeden plik z poprawioną wersją projektu to w drukarni drukują ci wersję sprzed 3 miesięcy.  Nawet data w tabeli była inna. Jak? Dalej tego nie rozgryzłam. Może wy macie jakiś pomysł.

A czego was nauczyły studia?


źródło zdjęcia: getrefe

Płatki owsiane- z czym to się je?

musli, granola, słoik, miska

Owsianka i zupa mleczna z płatkami owsianymi to koszmary mojego dzieciństwa. Na szczęście rodzice szybko nauczyli się, że nie ma sensu ich we mnie wmuszać- i tak ich nie zjem. W gruncie rzeczy do dziś nie jadam żadnej z tych rzeczy. Gdy przeszłam na dietę zaczęłam sięgać także po owsiankę. Kilka lat temu odkryłam jednak, że płatki owsiane są bardzo zdrowe- nie dość, że są dobrym źródłem białka to zawierają witaminy z grupy B, witaminę E, selen i magnez. Ich dużą zaletą jest także duża zawartość błonnika, dzięki czemu dłużej jesteśmy najedzeni, co jest istotne dla osób z nadwagą takich jak ja. Gdy tylko dowiedziałam się o korzyściach płynących z jedzenia płatków owsianych postanowiłam poszukać sposobów na włączenie ich do mojej diety. Jak się okazało nie mam z tym najmniejszego problemu. Z racji tego, że w moim domu ciągle króluje biała mąka płatki owsiane traktuję po części, jako jej zamiennik/dodatek do niej. Płatki sypię tam gdzie się da- do placuszków, wypieków, naleśników, omletów a także do koktajli, od jakiegoś czasu robię też domową granolę (uwierzcie mi-, gdy raz spróbujecie domowego musli nigdy nie wrócicie do sklepowej wersji). Płatki owsiane można dodać praktycznie wszędzie. Sprawdzą się zarówno w wersji na słodko jak i w wytrawnym daniu.  

Jeżeli też nie przepadacie za owsianką to mam dla was kilka pomysłów na potrawy dodatkiem z płatków owsianych:
Batoniki musli (świetnie sprawdzą się na uczelni lub w podróży) 
Placuszki śniadaniowe (osobiście dodałabym do nich jeszcze zmiksowanego banana lub rodzynki)
No i oczywiście pieczywo:  bułki razowe z płatków owsianych


Więcej na temat korzyści płynących z jedzenia płatków owsianych przeczytacie np. na poradnikzdrowie.pl

Źródło zdjęcia: pixabay.com

Weekend w Warszawie

Zamek Królewski, Centrum warszawy, kolumna Zygmunta

W tym roku postawiłam na krótkie wypady po Polsce. Majówkę spędziłam w okolicach Muszyny, w lipcu pojechałam na weekend do Wrocławia a w niedzielę wróciłam z krótkiego wypadu do Warszawy. Tylko wypad nad morze trwał ponad 2 tygodnie. Dwa wjazdy sponsorował Polski Bus- gdyby nie tanie bilety (4zł za bilety do Wrocławia i 9zł do Warszawy) pewnie nie zdecydowałabym się na te wyjazdy. A tak mogę w przyzwoitej cenie zwiedzić ciekawe miejsca.
W Warszawie byłam po raz trzeci. Ze swojego pierwszego wyjazdu do stolicy pamiętam niewiele- Pałac Kultury i zoo. Po raz kolejny stolicę zwiedzałam podczas szkolnej wycieczki w drugiej klasie gimnazjum. Wtedy zwiedziłam wszystkie ważne miejsca na mapie Warszawy- Sejm, Muzeum Powstania Warszawskiego, Powązki, Łazienki, Pałac Kultury i Nauki. Podczas tych dwóch wyjazdów nie pokochałam Warszawy. Wydała mi się ona taka szara i smutna. Ciekawa byłam czy uda mi się ją odczarować podczas kolejnego wyjazdu. Choć nie do końca się to udało to spokojnie mogę stwierdzić, że Warszawa nie jest taka zła jak kiedyś sądziłam. Jednak ciągle nie chciałabym tam zamieszkać.
Tym razem do stolicy wybrałam się z przyjaciółką z liceum. Obydwie bardzo lubimy zwiedzanie na luzie, bez odhaczania kolejnych ważnych punktów, które każdy musi zobaczyć. Często po prostu spacerujemy po mieście, bez szczególnego planu. Tym razem planowałyśmy zwiedzanie w nocy przed wyjazdem.
Ostatecznie zdecydowałyśmy się na Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN i Centrum Nauki Kopernik, o którym słyszałam naprawdę wiele dobrego. O ile POLIN trochę mnie przytłoczył ze względu na mnogość informacji i cytatów to wizytą w Koperniku jestem zachwycona. Zetknęłam się nawet z eksponatami związanymi z moim kierunkiem studiów. 


A teraz zapraszam na kilka migawek z miasta.

Most Świętokrzyski, Stadion Narodowy, Warszawa


Ogród botaniczny warszawa

Uliczka na starym mieście, Warszawa

Pałac Kultury i Nauki w Warszawie

Mocno orzechowe ciasteczka owsiane

Ciasteczka owsiane, blat, talerz

Kolejny weekend- kolejny przepis. Po cieście marchewkowym kolejny wypiek z dodatkiem orzechów. Jestem wielką fanką domowych owsianych ciasteczek. Te sklepowe tylko sprawiają wrażenie wartościowych. Te domowe są przepyszne a przy tym bardzo zdrowe. Można w nich przemycić tyle zdrowych rzeczy- poza oczywistymi płatkami owsianymi, otręby lub siemię lniane a dodatkowo suszone owoce i orzechy. Dyle dobroci w małych niepozornych ciasteczkach! Moje przez dużą ilość orzechów i czekoladę na pewno nie są nisko kaloryczne jednak ciągle pozostają zdrowe. Poza tym czy wiedzieliście, że orzechy laskowe jedzone w sensowny sposób mogą nawet pomóc przy odchudzaniu? Takie ciasteczka i owoc będą, więc fajnym pomysłem na drugie śniadanie.

Składniki (u mnie 2 blaszki ciastek):

  • 2 szklanki płatków owsianych
  • 0,5 szklanki otrębów
  • 2 duże łyżki siemienia lnianego
  • 150g zmielonych orzechów laskowych
  • 1 banan
  • 1 gruszka (dobrze sprawdzi się też małe jabłko)
  • 1 jajko
  • 0,5 szklanki mleka
  • 1 łyżka miodu
  • Tabliczka gorzkiej czekolady

Przygotowanie:

  • Owoce blendujemy na gładką masę, dodajemy resztę mokrych składników, znów blendujemy
  • Czekoladę siekamy
  • Wszystkie suche składniki mieszamy, a następnie łączymy z mokrymi składnikami
  • Wykładamy na blaszki za pomocą łyżki. Ciasteczka ze względu na brak mąki mogą się trochę rozpadać- wtedy lepiej jest je formować rękami.
  • Piecz w 180 st. C około 20 min.

Smacznego!

Problemy pierwszego świata

miasto, rzeka, człowiek

Ci, którzy znają mnie nie od dziś wiedzą, że często bywam marudą i rzadko cieszę się ze swoich kolejnych małych sukcesów. Częściej odczuwam ulgę, ze kolejne zadanie do wykonania w końcu można odhaczyć. Z czego tu się cieszyć skoro lista ciągle jest długa. Kiedyś uważałam się za osobę nad wyraz smutną jednak z czasem nauczyłam się doceniać to, co mam. Wiele rzeczy w moim życiu naprawdę mi się nie podoba. Zawaliłam w sprawie zdrowego odżywiania (i dlatego teraz się odchudzam) a moje studia są bogate w naprawdę absurdalne i nerwowe sytuacje. Nawet nie wiecie ile razy chciałam je rzucić jednak wiem, że wcale nie polepszyłoby to mojej sytuacji a po pewnym czasie zaczęłabym to pewnie traktować w kategorii porażki. Nie mogę pozwolić sobie na wszystkie zachcianki, nie mam oszczędności i stałych dochodów, irytuje mnie to, że ciągle w dużym stopniu jestem niesamodzielna, więc większe zakupy i podróże muszę rozkładać w czasie. Mimo wszystko lubię swoje życie i swoje problemy.

Mam przecież wspierających mnie rodziców, którzy nie tylko wspierają mnie dobrym słowem, ale także w dużej mierze finansują moją edukację, zazwyczaj nie muszę się martwić o pieniądze na bieżące potrzeby. W gruncie rzeczy tylko, gdy za bardzo szalałam z pieniędzmi wracałam do domu z pustym portfelem (a czasami nawet bez pieniędzy na busa).  Żyję w kraju nieogarniętym wojną i choć nie jest tutaj idealnie a poziom absurdu często osiąga wyżyny to nie jest mi tutaj aż tak źle. Choć moja sytuacja finansowa nie jest idealna, na wiele rzeczy nie mogę sobie pozwolić ot tak to zazwyczaj udaje mi się wyjechać na wakacje choćby na weekendowy wypad, tanim kosztem zwiedziłam już kawałek Europy. I dobrze mi z tym wszystkim. I nawet coraz rzadziej mówię innym, że chciałabym mieć tak błahe problemy jak oni, bo przecież nigdy nie wiesz, o jakich problemach ci nie mówią.


Źródło zdjęcia: barnimages.com

Jesień na wsi cz.1

winorośl, białe winogrono

Od ponad roku bawię się fotografią. Próbuję uchwycić w kadrach moje życie, piękne chwile, krajobrazy i naturę. Choć wiem, że jeszcze wiele brakuje do perfekcyjnych zdjęć postanowiłam podzielić się dzisiaj kilkoma zdjęciami, które ostatnio zrobiłam. Jesień jest niezwykle piękną i fotogeniczną porą roku.  Uwielbiam widok kolorowych drzew i ten charakterystyczny zapach jesieni.  Września zawsze wyczekuję jej z utęsknieniem a pierwsze chłody po upalnym lecie przyjmuję z radością. A wy? Czy lubicie jesień?
jeżyny

stos dyni, drzewo

słonecznik, stół

winogrono

Dorosłość

peter pan, dorastanie
W pewnym momencie życia zaczęłam zazdrościć Piotrusiowi tego, że nigdy nie dorośnie. Dorosłość jest przecież do bani! Wiąże się przecież z odpowiedzialnością, pracą, natłokiem domowych obowiązków, utrzymywaniem całej rodziny. Nagle znikają dwa miesiące wakacji, ferie, długie przerwy świąteczne. Pozostaje ci tylko 2-3 tygodnie urlopu, który wystarczy zaledwie na nadgonienie domowych obowiązków, ewentualnie jakiś wyjazd. O ile masz akurat hajs of course. Do tego wszystkiego trzeba ciągle być poważnym. Znika gdzieś ten młodzieńczy luz a pojawia się te wszystkie problemy, o których nie masz jeszcze pojęcia.

Z biegiem czasu zmieniłam podejście do tego wszystkiego. Na dorosłość patrzę już nie tylko jak na listę przykrych obowiązków i codziennych trudności. Ileż można się bawić zabawkami skoro dorosłość oferuje inne, ciekawsze rzeczy. W końcu doszłam do tego jakże prostego stwierdzenia, że dorosłość daje ci wolność. Niezależność rządzi! Zarówno ta światopoglądowa jak i finansowa. Nawet gotowanie tego, na co ma się tego dnia ochotę jest spoko. 

Sama stoję u progu tej prawdziwej dorosłości jednak w dalszym stopniu rodzice w dużej mierze opłacają moje studia. Z każdym kolejnym semestrem ciąży to na mnie coraz bardziej jednak wiem jak ciężko jest pracować studiując mój kierunek na mojej uczelni. Dlatego chcę jak najszybciej z niej uciec i na magisterkę idę już gdzie indziej, bo w końcu chcę się uniezależnić.  Choć kocham całą moją rodzinę całym sercem to mieszkanie z nimi staje się coraz trudniejsze.


Mam 22 lata i czuję, że nie żyję po swojemu, bo ciągle coś mi się narzuca („ciągle cię utrzymuję, więc mogę od ciebie wymagać”) i to przestało być fajne.

Dietetyczne ciasto marchewkowe

Jak już wiecie jestem ostatnio na diecie. Całkiem nieźle mi idzie jednak brakuje mi trochę strasznie słodyczy. Nauczyłam się, że całkowite odstawienie przeze mnie słodyczy kończy się tym, że w pewnym momencie mięknę i rzuca się na czekoladę w ilościach niezmierzonych, co nie przynosi niczego dobrego. Nie ma, więc sensu rezygnować całkowicie ze słodkich smaków. Staram się jednak by były to dużo sensowniejsze propozycje niosące ze sobą coś zdrowego a ni tylko puste kalorie. I tak zrodził się pomysł na dietetyczne ciasto marchewkowe bez dodatku mąki a za to z płatkami owsianymi i otrębami. Zrezygnowałam z cukru na rzecz miodu (cukier znajduje się tylko w kremie- następnym razem muszę pokombinować tak by również krem nie miał dodatku cukru) i ograniczyłam tłuszcz. Dorzuciłam do ciasta orzechy laskowe, które choć są kaloryczne to jedzone w sensowny sposób mogą nawet pomóc podczas diety. Moje ciasto ma dosyć specyficzną strukturę- jest grudkowate, trochę kojarzące się batonikami musli. Wszystko za sprawą marchewki, grubo mielonych płatków owsianych i orzechów. Nie zmienia to faktu, że jest naprawdę pyszne- mocno marchewkowe, wyraźnie czuć orzechową nutę. Z poniższych proporcji otrzymacie około 12-15 porcji, więc spokojnie możecie przygotować go z połowy składników, jeżeli nie macie w planach gości. 

Przepis na dietetyczne ciasto marchewkowe

Składniki na dużą blaszkę:

Ciasto:
900g marchewki
300g płatków owsianych (u mnie mix 250g płatków + 50 otrębów)
250 ml mleka (u mnie po połowie: kokosowe* i krowie)
6 jajek
4 łyżki miodu
4 łyżki oliwy
100g rodzynek
100g orzechów laskowych**
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka cynamonu,
½ łyżeczki imbiru***

Krem:
400g serka homogenizowanego waniliowego
3 łyżeczki żelatyny
3 łyżki mleka
Wiórki kokosowe

Przygotowanie:

Ciasto
1. Marchew obieramy i ścieramy na tarce o drobnych oczkach. Jeżeli macie np. odpowiednią nakładkę na maszynkę do mięsa lub pojemnik z ostrzem w kształcie litery s w zestawie z blenderem to zdecydowanie polecam. Usprawni wam to pracę.
2. Orzechy siekamy (lub znów używamy blendera)
3. Płatki owsiane mielimy na mąkę
4. Płatki, przeprawy, proszek do pieczenia, rodzynki, orzechy mieszamy razem, dodajemy marchewkę
5. Wszystkie mokre składniki mieszamy razem i dodajemy je do suchych składników
6.  Ciasto przelewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia
7. Ciasto pieczemy w 180° C przez 50-55 min

Krem
1. Żelatynę rozpuszczamy w mleku
2. Rozpuszczoną żelatynę przelewamy przez sitko i dodajemy do całego serka waniliowego

Kremem smarujemy wystudzone ciasto a następnie posypujemy wierzch wiórkami kokosowymi.

Uwagi
* około 50g wiórków kokosowych zalałam około 160 ml gorącej wody, po około 30 min całość zmiksowałam i dodałam do ciasta. Z wody powstaje wtedy coś na kształt mleka koksowego
** tutaj dobrze sprawdzą się także orzechy włoskie jednak to laskowe dodają ciekawego smaku całemu ciastu
***, jeżeli lubicie cynamon oraz imbir dodajcie ich 2x razy więcej, myślę, że fajnie sprawdzą się tutaj także przyprawy korzenne; w mojej wersji ciasto jest bardziej marchewkowo- orzechowe a nuta korzenna jest słabo wyczuwalna (nie wszyscy w moim domu za tym przepadają więc ograniczyłam użycie cynamonu w przepisie).

Smacznego!  

Kochany Kraków

rynek w Krakowie

W zeszłym roku na moim starym blogu, (który dogorywa śmiercią naturalną stąd brak odesłania do właściwego wpisu) popełniłam tekst na temat tego, dlaczego nie lubię mieszkać w Krakowie. Wiecie, Kraków to trochę toksyczne miasto i nie chodzi tutaj tylko o stan powietrza, po prostu wydaje mi się, że ludzie, którzy się do niego przeprowadzają mają jakieś dziwne relacje z tym miastem. To jego składanie się z samych końców, te tłumy ludzi, korki na mieście, menele, nożownicy i maczety to wcale nie jest fajne. Jednak wiecie, co? W głębi serca chętnie wracam do tego miasta. Ostatnio wróciłam na kilka dni w okolice mojego pierwszego krakowskiego mieszkania, do mojej ulubionej dzielnicy gdzie spędziłam 2 lata swojego życia. Dalej jest tutaj mój ulubiony warzywniak, w moim Carrefourze dalej pracują te same kobiety, kościół i szpital dalej stoją w tym samym miejscu. I nawet miasteczko AGH dalej stoi tak jak stało. Choć może to dziwić po wielkości niektórych melanży. Wróciłam tutaj z ogromnym sentymentem a miasto przywitało mnie piękną pogodą tak jakby chciało powiedzieć: „witaj w domu, dobrze, że jesteś”.

Nie ważne, co będzie dalej, gdzie jeszcze zawędruje to zawsze zostanie mi pewien sentyment do tego miasta i do tego, co się w nim wydarzyło. Te imprezy, z których niewiele się pamięta, przeciekające okna, rozmowy po nocach. Po raz pierwszy czuję, że mogłabym tutaj mieszkać trochę dłużej. Najchętniej w okolicach mojej ulubionej Krowodrzy jednak w najbliższym czasie wracam na Czyżyny jednak wcale się nie smucę- je również lubię coraz bardziej.


I nawet moja wena do pisania wróciła. I jest pięknie, chociaż mam sesję i nie wiem, co będzie jutro. 
Copyright © Modest Vagabond