5 piosenek przy których lubię pracować

Słuchawki, notatki, blat

Wielkimi krokami zbliża się wrzesień a wraz z nim moje egzaminy poprawkowe i oddanie kilku projektów. Sesję zaczynam w środę i do następnego piątku muszę ogarnąć wszystkie zaliczenia i oddanie projektów a jak zwykle jestem daleko w tyle z tym, co powinnam była już zrobić. Nawet nie wiecie jak bardzo się denerwuję! Na szczęście nerwy mobilizują mnie do pracy.

Należę do osób, które podczas pracy na laptopie muszą czegoś słuchać. Kiedyś miałam bardzo zły nawyk oglądania seriali podczas pracy w AutoCAD. Choć faktycznie bardzo umilało mi to pracę to jednak dodatkowo niemiłosiernie ją wydłużało ze względu, na to ze zbyt często minimalizowałam program by spojrzeć na to co dzieje się w serialu. Na szczęście udało mi się już z tego wyleczyć (a przynajmniej tak mi się wydaje). Dla pewności nie szukam nowych seriali z polskim lektorem, więc na razie jestem bezpieczna. Przerzuciłam się, więc tylko na słuchanie muzyki. Podczas nauki do egzaminów najczęściej słucham ścieżki dźwiękowe z Harrego Pottera i Cztery Pory Roku Vivaldiego jednak podczas pracy na komputerze wybieram znane polskie piosenki, (bo mogę sobie trochę pośpiewać ku niezadowoleniu reszty domowników) lub ostatnie zagraniczne hity łatwo wpadające w ucho. Z racji tego, że Autobiografię, Jolkę i Ewkę odśpiewałam już chyba milion razy podczas tych wakacji ostatnio coraz chętniej sięgam po inny repertuar.

Piosenki zebrane w losowej kolejności:

1. Flo Rida ft. Robin Thicke & Verdine White - I Don’t Like It, I Love It (wiecie, żeby wmówić sobie, że ja naprawdę kocham te projekty)

2. Rihanna And Kanye West And Paul McCartney - FourFiveSeconds

3. Wiz Khalifa ft. Charlie Puth - See You Again 

4. Adam Lambert - Ghost Town

5. Charlie Puth ft. Meghan Trainor - Marvin Gaye 

A jakie są wasze typy piosenek przy których lubicie pracować? 

Czas na odchudzanie


Ile to już razy powtarzałam sobie, że wraz z nadejściem kolejnych wakacji lub nowego roku szkolnego/akademickiego biorę się za siebie. Miałam w końcu pozbyć nadwagi, lepiej zarządzać swoim czasem i w końcu znaleźć czas na te wszystkie fajne rzeczy, na które tego czasu ciągle brakowało. Za każdym razem kończyło się tylko na postanowieniu poprawy i gdybaniu o tym jak to będzie, gdy końcu będę szczuplejsza/lepiej zorganizowana. Wszystko wglądało tak jak bym miała w pewnym momencie magicznie schudnąć bez jakiegokolwiek wysiłku.

Muszę przyznać, że siedzi we mnie naprawdę duży leń, który niestety zbyt często wygrywał z tą ambitniejszą częścią mojej osobowości. Zawsze znajdowałam jakieś wytłumaczenie dla mojego obijania się, nic nie robienia czy lata zaniedbań. Setki razy powtarzałam: „przecież należy mi się chwila przyjemności” lub „przyjemność ponad wszystko”. Spełnianie swoich zachcianek, wynagradzanie sobie każdego nieprzyjemnego wydarzenia czy gorszego dnia odbiło mi się czkawką.

Teraz już wiem, że postanowienia same w sobie są do bani, bo nigdy w magiczny sposób nie schudnę a doba nigdy nie stanie się dłuższa. Jeżeli następnym krokiem nie będzie przygotowanie sensownego planu a następnie jego realizacja to postanowienia na zawsze pozostanie tylko postanowieniem, które spowoduje tylko niepotrzebną frustrację i złość na samego siebie. Bo znów mi nie wyszło. Jestem taka beznadziejna.


Czas na zmiany

Teraz po raz kolejny postanowiłam zacząć się odchudzać. Uczę się jednak na błędach i nie chcę znów tylko głośno mówić, że się odchudzam a tak naprawdę przy pierwszej lepszej okazji sięgnąć po słodycze.  Tworzę plan działania, szukam dietetycznych przepisów i czytam kolejne artykuły o sporcie. Próbuję pracować nad tym, co jem i staram częściej się ruszać. Po latach prób i błędów wiem, co lubię, czego i w jakiej formie nie zjem, jakie sporty mi nie wychodzą a jakie bardzo lubię. Do tej pory udało mi się wprowadzić wiele zdrowych zamienników (np. pełnoziarniste makarony, mąka), zaczęłam jeść warzywa, po które nie sięgałam do tej pory (pomidory, cukinia, oliwki) a do wypieków i koktajli dodaję płatki owsiane, otręby lub zarodki. Wiem jednak, że to wciąż za mało i muszę bardziej pracować nad tym, co jem a przede wszystkim ograniczyć zachcianki i słodycze. 

A więc do dzieła!

Cześć!

Dziewczyna, notatnik, trawa


Nazwa wymyślona, szablon też wygląda całkiem nieźle, nawet fanpage na Facebooku założony. Tylko konto na Instagramie bez zmian bo akurat ono zmian nie potrzebowało. Można więc spokojnie zaczynać! Jeżeli jesteście ciekawi kim jestem i co lubię zajrzyjcie do zakładki o mnie. Jesteście zapewne ciekawi co znajdziecie na Modest-vagabond w przyszłości. Na pewno pojawią się tutaj fotorelacje z podróży i wycieczek, wiele przepisów na dietetyczne dania (bo właśnie przeszłam na dietę!) ale także o wiele lifestylowy tekstów.  

Do napisania już wkrótce!

Zdjęcie pochodzi z negativespace.co
Copyright © Modest Vagabond